Bohater potrzebny od zaraz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Bohater potrzebny od zaraz

Pisanie by Stany Zjednoczone on Pon Kwi 13, 2015 1:30 am


No co?


Nazwa państwa: Stany Zjednoczone Ameryki
Imię i nazwisko: Alfred F. Jones
Strona konfliktu: Podbity przez Rzeszę? Okupowany? Niewiadomo-knąbrne-co?

Opis wyglądu: Portretując uosobienie młodego kraju, jakim jest Stany Zjednoczone, nawet dzisiaj na myśl przychodzi nam złotowłosy okaz zdrowia, siły i urody. Młody mężczyzna o dobrze ukształtowanej sylwetce, szerokich barkach i wąskich biodrach, a także łagodnie opalonym odcieniu skóry i wzroście wkraczającym powoli w sferę, którą inni określają mianem „wysoki”. Młody bóg i jak greccy czy rzymscy bogowie – nie mniej kapryśny. Mimo wszystko nie każdy umie dostrzec tę zależność na pierwszy rzut oka. Alfred ma miłą powierzchowność. Przystojną, nadal trochę młodzieńczą przez pewną „miękkość” rysów twarzy. Jasne oczy barwy letniego nieba patrzą na świat zza prostokątnych szkieł okularów, błyszcząc przy tym życiem i energią (teraz nieco przytłumioną, biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia). Komponują się idealnie z prostymi kosmykami, w których ukryły się promienie słońca. Ameryka jest blondynem, a jego krótko ścięte włosy posiadają jeden wystający mankament, upodabniający się do małej formacji skalnej u wybrzeży kraju. Wygląda na jakieś dwadzieścia lat. W kwestii ubioru preferuje styl luźny i wygodny. Nie przepada za eleganckim strojem.

Opis charakteru: Ameryka jest kapryśny.
To proste stwierdzenie mówi nam już dość wiele. Bo proszę popatrzeć, jak można je zinterpretować!
Po pierwsze, że został rozpieszczony i nie jest to przekłamanie. Wprawdzie początki na lądzie Nowego Świata mogły być ciężkie, jednak Ameryka nie odczuł ich w nadmiarze – w końcu był wtedy pod angielską jurysdykcją, a jego tożsamość oraz samodzielność znajdowały się w powijakach. Dopiero z czasem zaczął dorastać, ale nawet wtedy był ulubioną kolonią wielkiego Imperium. Oczkiem w głowie, traktowanym znacznie lepiej niż wiele innych zamorskich terytoriów. Miał też do dyspozycji niespożyte ziemie pełne wszelkich dóbr. Nic dziwnego więc, że zaczął chcieć więcej. I więcej. Coraz więcej. A potem pewnego dnia usłyszał odmowę, ale było już za późno.
Tak. Ameryka wyrósł na gruncie swawoli i przyzwolenia, która miała mu potem towarzyszyć przez całe jego życie.
(Jeśli coś chcesz, po prostu to sobie weź.)
Po drugie – łatwo zmienia nastroje. Humory Ameryki kształtują się w przypływie nagłej chwili przepełnionej gwałtownymi emocjami. Tak, to ten typ co najpierw działa, a potem myśli, dlatego jego szeroki uśmiech szybko może zmienić się w grymas irytacji, a dalej tylko złości. Wystarczy się z nim nie zgodzić, zaprzeczyć czy go upomnieć. Alfred nie jest znany z łatwego przyznawania się do błędów. Po prawdzie jest trochę zarozumiały i pewny siebie. Dużo uwag spływa po nim jak po kaczce, często też po prostu je ignoruje, ale bywają osoby, które umieją włączyć jego punkt zapalny, a wtedy reakcję przyrównać można do wycia syren alarmowych skąpanych w czerwonym świetle.
I nie chodzi tylko o to, że Ameryka może się zezłościć, ale o fakt, że złości się na dwa sposoby.
Ten zwykły pełen krzyków, przytyków i złośliwości.
I ten drugi. Zimny i lodowaty chłodem Alaski lub ośnieżonych szczytów Gór Skalistych, przepełniony pychą i przekonaniem, że oponent w dyskusji jest tylko robakiem, którego w każdej chwili może zmiażdżyć Amerykański but.
Po trzecie to nadal dzieciak. Uparty, trochę nadpobudliwy, miejscami naiwny. Często bezlitosny w ten paskudny dziecięcy sposób, który nie zwraca uwagi na uczucia, myśli i słowa innych.
A jednak mimo wszystkich tych wad, należy pamiętać, że duża ich część nie jest winą Alfreda. Wyobraźcie sobie kraj rozrywany setkami pragnień, myśli i żądań. Młodą personifikację, która już w pierwszych latach swego istnienia stawia czoła sprzecznym opiniom i ideom. Nie ma nawet stu lat gdy wybucha krwawy konflikt między jego ludźmi – północną i południem. Zdaniami tak skrajnie różnymi, że Ameryka potrafił wręcz popaść w schizofrenię. Gdyby obedrzeć go z wielu przywar niezależnych od niego, ukazałaby się nam twarz szeroko i wesoło uśmiechnięta. Szczera i prostoduszna w swoim optymizmie i braku subtelności. Alfred potrafi być lojalny i wierny zwłaszcza tym, na których mu zależy. Nie jest bez serca, po prostu często brnie w ideę, co do której jest przekonany i nie patrzy przy tym na innych. A jednak dba przede wszystkim o dobro własnych ludzi. I chce dbać o dobro rodziny, przyjaciół, ważnych dla niego osób. Tylko po prostu czasami nie rozumie, że jego „dobro” nie jest najlepszym pomysłem.
Ameryka umie też robić idealną minę do złej gry. Nadal żartuje, ma czas na śmiech. Nie poddaje się i nie załamuje, tylko walczy o wolność, którą może wreszcie uda mu się odzyskać.
(Bo należy wspomnieć, że wolność jest dla jego ludzi najważniejsza. Możemy tego nie rozumieć, możemy się śmiać, ale definicja tego prostego słowa to składowa część każdego obywatela Stanów Zjednoczonych, więc także nieodzownie tworzy samego Alfreda.)

Serio, uwierzcie mi, on ma zalety. Jakieś na pewno.

Krótka historia po wojnie: Ameryka był skrajnym egoistą. Jak inaczej określić fakt, że ostatecznie nie dołączył się do wojny? Że z założonymi rękami obserwował płonący świat? Popijał poranną kawę, rozkładał gazetę i czytał. O kolejnych porażkach z pobłażliwym uśmiechem na twarzy, z pewnym siebie spojrzeniem jasnym oczu. Kpiąco dorysowywał Rosji wąsy, gdy dostrzegł go na jakimś mało wyraźnym zdjęciu. Doprawiał Anglii tuszem monokl na zdjęciu angielskiej kapitulacji. Nawilżał językiem końcówkę pióra i doprawiał różki i diabelski ogon przedstawicielom Rzeszy. A potem czekał. Spokojnie i leniwie na to, co właściwie ma nastąpić. Był potęgą. Był mocarstwem.
Nie mógł przegrać.
A potem okazało się, że czekał zbyt długo i gdy wojna wybuchła, choć był przygotowany, zapomniał o jednej ważnej rzeczy.
Niemcy nie były same.
A on już tak, po tym, jak nie pomógł żadnemu opierającemu się Osi europejskiemu kraju.
I tak Ameryka znalazł się w potrzasku. Tak przegrał, wyrywając za sobą spory kawałek obecnie nuklearnego przedpola dwóch mocarstw. Koniec końców musiał jednak ugiąć kolano, pochylić głowę.
(I nie napluć przy okazji na te wypastowane, skórzane buty, choć kusiło.)
Oczywiście to nie znaczy, że przestał walczyć. Ameryka nienawidzi swojej obecnej sytuacji i zrobi wszystko, by ją zmienić.

Relacje:

  • Anglia – ojciec lub opiekun Ameryki. Jakie to ma znaczenie? Staruszek, który go wychował, rozpieścił, a potem… Cóż. Stanęli sobie naprzeciw. Ameryka naprawdę go lubi, choć nigdy by się do tego nie przyznał. Zależy mu na zrzędzie i marudzie, choć nie potrafi zrozumieć jego bierności w obecnej sytuacji. Lubi mu docinać, ale chyba tylko i wyłącznie z zasady. (Oraz dla reakcji.) Choć czasami ciężko powiedzieć to wprost, Ameryka naprawdę dobrze wspomina swoje dzieciństwo. Nie żałuje jednak żadnej ze swoich decyzji, które doprowadziły do ukształtowania się ich obecnych stosunków.  


  • Kanada – 1775? Ale o czym właściwie jest mowa? 1812? Chyba nie dosłyszałem. 1903? Naprawdę nie rozumiem. Brat. To pewne. Bliźniak. To raczej też. Starszy czy młodszy? Alfred szumnie odparłby, że to drugie, ale prawda zaginęła w odmętach dziejów. Oczywiście to ważna osoba w życiu Ameryki i tylko ten czasami zostawia go w tyle, albo o nim zapomina. Ale to nie jest wina! Matt jest po prostu taaaaki wolny! Nie zmienia to jednak faktu, że w Nowym Świecie mieli przede wszystkim siebie. Wprawdzie rozdzieliła ich Wojna o Niepodległość, a Alfred nigdy nie zrozumiał, czemu Kanada wybrał Anglię, ale w późniejszym okresie zaczęli odbudowywać relacje i na powrót się do siebie zbliżać. Stali się sobie bliscy i… Zdrada. Jeden nóż w plecy Ameryka potrafił zrozumieć i wybaczyć, ale co zrobić, gdy twój rodzony brat robi to po raz kolejny…? W tym miejscu nie ma sensu się rozpisywać. Kanada to rodzony brat Ameryki, ale to także osoba, na którą ten liczył najbardziej. I okazało się, że był bardziej naiwny, niż sądził.  


  • Meksyk – Imigranci. Więcej emigrantów. Dobre jedzenie. Coś jeszcze? A, tak. Zabrał jej Texas. Czy uważa, że popełnił błąd? Oczywiście, że nie! Miał do tego boskie prawo. Czy coś. Grunt, że prztykają się i to często. Z jakiegoś powodu (ale jaki Texas) Meksyk go nie lubi, a Ameryka wzajemnie także nie ma o niej dobrego zdania. Zazwyczaj patrzy na nią troszkę (eufemizm) z góry. Tylko teraz jakoś tak trudniej… Cholera.


  • Alaska – leci na jej cyc… To znaczy ropę. Oczywiście, że ropę.


  • Alabama – jeden z wielu stanów, z którym na szczęście Ameryka pozostaje w dobrych relacjach. Nie ma mu za złe Secesji, choć wiadomo – nie był to dla niego prosty okres.


  • Francja – Alfred lubi Francisa. Naprawdę. W końcu ten pomógł mu uzyskać niepodległość, więc dlaczego miałby mieć coś przeciwko jego istnieniu? A że potem wystawił go do wiatru, nie wspomógł w czasie wojen porewolucyjnych, tylko podpisywał sobie traktaty handlowe z Wielką Brytanią… Oj tam, oj tam!


  • Hiszpania – ostatecznie zrujnował jego Imperium, zaatakował z pretekstem tak słabym, że aż trudno było uwierzyć, zmiażdżył jego armię oraz flotę, odebrał mu Filipiny i Kubę, złamał wiarę jego ludzi… Och, na pewno się lubią! W końcu minęło od tego czasu już prawie sto lat. Kto by pamiętał.


  • Kuba – trudno mówić o sympatii, zwłaszcza gdy jest się krajem, który ten drugi wyzyskiwał, wykorzystywał i praktycznie traktował jak swoją małą zabawkę. Ale przecież Ameryka nie chciał źle i uwolnił Kubę spod jarzma Hiszpanii! Zupełnie więc nie rozumie, skąd ta cała nienawiść po drugiej stronie… No. Dobrze, dobrze. A teraz dawaj ten cukier.


  • ZSRR/Rosja/Zwał jak zwał - może i nie ma Zimnej Wojny, ale i tak dla zasady nie lubi tego drania.


Plany, cele: Odzyskać niepodległość, naturalnie. I pokonać tych złych. Po drodze opcjonalnie zawładnąć światem, bo tylko on może wyzwolić inne nacje i wprowadzić prawdziwą demokrację, ale przecież o tym się nie mówi. Oczywiście nie robi tego jawnie i nawet nie stara się sugerować. Może być wredny czy złośliwy w stosunku do okupantów, ale nie jest idiotą. Nie zrobiłby niczego, co naraziłoby go na szybką porażkę. Mimo to konsekwentnie zamierza dążyć do ponownego odzyskania wolności i dawnego miejsca w gronie światowych potęg.
Stosunek do Rzeszy: Niecenzuralny. Wyobraźnie sobie kraj, którego cała ideologia od trzystu lat oparta jest na słowie „wolność”. A teraz dodajcie dwa do dwóch. Rozumiecie już? Dobrze. To teraz biegnijcie do członków osi i zacznijcie zbierać ich wymiary dla wykonawcy trumien.
Inne:

„Major Spoiler przewidział to wszystko!”
avatar
Stany Zjednoczone

Liczba postów : 8
Join date : 20/03/2015

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Bohater potrzebny od zaraz

Pisanie by Führer on Pon Kwi 13, 2015 1:53 am

Nawet, jeśli nie lubisz pisać kart, to świetnie ci to wychodzi. Porządnie i z humorem. Gratulujemy, dalibyśmy "lubię to", gdyby się dało. Akcept.
avatar
Führer
Mesjasz Niemieckiego Narodu

Male Liczba postów : 47
Join date : 26/01/2015
Skąd : Z Equestrii.

Zobacz profil autora http://aph-die-neue-ordnung.forumpl.net

Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach