Usiądź, proszę. Ta historia jest długa.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Usiądź, proszę. Ta historia jest długa.

Pisanie by Michael Vissmann on Nie Mar 29, 2015 1:56 pm

Spokojnie, żaden kot nie ucierpiał podczas pisania tej karty.

W opowieści tej prawie nie ma bohaterów ani dramatycznych konfliktów, gdyż występujący w niej ludzie są albo chorzy, albo stanowią bezwolne igraszki w ręku jakichś potężnych sił. Przecież jednym z największych efektów wojny jest właśnie to, że pozbawia osobowości.
~Kurt Vonnegut

Występują:
Wszechwiedzący Narrator
Michael Vissmann


NAME UND VORNAME
Michael Vissmann
SS-Hauptsturmführer von Sicherheitsdienst
GEBOREN
Das Deutsches Reich
Berlin
14 November 1953


Krótka historia: Cofnijmy się do roku 1953.
Przełomowe wydarzenia rozgrywające się wówczas na świecie niewiele mają wspólnego z tą historią. Łączą się z nią jedynie wątkiem pewnego majora, który podczas wojny w Związku Radzieckim dowodził eskadrą Luftwaffe.
Ojca nie było w Berlinie. Ojciec, Otto, stacjonował pod Kazaniem. Pojawił się nieco ponad rok później. Po pokonaniu Rosji wrócił do stolicy i zajął się polityką, twierdząc, że jest już za stary na latanie. Został urzędnikiem państwowym.
Lubił Wagnera. Matka Straussa.
Matka, Anneliese, grała na skrzypcach. Prawdziwa dama, wytworna, niezwykle otwarta na ludzi. Tak, poważani, kulturalni mieszkańcy Berlina, od samego początku wpajający dzieciom zasady dobrego wychowania.
Dzieciństwo było szczęśliwe, nie odbiegało niczym od normy. Rodzice zawsze wydawali mu się obojętni. Nie liczył się z ich zdaniem, oni po prostu istnieli. I nie byli zachwyceni drogą, którą wybrał ich młodszy syn.
Inaczej traktował rodzeństwo.
Przecież znał tę dziewczynkę. Jak mógł zapomnieć? Naprawdę minęło tak wiele czasu? Potrząsnął głową, kilka kropelek wody skapało z wilgotnych kosmyków. Ile? Niedługo szósty rok. Sześć lat, Adelheid. Aż tyle potrzebowałaś, żeby odkryć prawdę?
Przejmująca cisza była jedynym, co go otaczało. Już nie odczuwał niepokoju, mógł spokojnie zebrać myśli, przypomnieć sobie po kolei każdy element tej układanki.
Co jest, siostrzyczko? Przyszłaś zobaczyć, co robi twój starszy brat? Nic, nic ciekawego. Nie musiałaś tak patrzeć. Wykonuję tylko swoją robotę. Jak zawsze pojawiasz się, gdy nie powinnaś.
Nieprzyjemny dreszcz rozszedł się po ciele Niemca. Zignorował go, wciąż szczerząc zęby w kierunku lustra.
Ach, Adelheid, żebyś wiedziała. Żebyś tylko wiedziała, jak wiele przyjemności sprawia mi życie.
Skarcił w myślach samego siebie, jak mógł o niej zapomnieć? Umarła dawno temu, ale należała jej się jakaś pamięć. Szczególnie, że była prawdopodobnie jedyną w całym jego życiu osobą, której okazywał prawdziwą nić sympatii, cień przywiązania. Był gotów zrobić dla niej wszystko, choćby wskoczyć w odmęty piekła. Dlatego poderżnął bratu gardło. Tu nie chodziło o żadną burą sukę.
Michael Vissmann miał dwójkę rodzeństwa. Starszego brata, Ericha – na pewno? A może to był Ernst? Nie, chyba nie – i młodszą siostrę, Adelheid. Z tym pierwszym nigdy nie mogli znaleźć wspólnego języka. Gardzili sobą nawzajem, inwektywy leciały przy każdym spotkaniu. Potem konflikt pogłębił się z powodów ideologicznych, Erich odnajdywał się wśród komunistów. Tego Michael nie zdzierżył, nie potrafił zrozumieć. Gdy wstąpił do SD, jasne było, że prędzej czy później któryś z nich zginie. Patrząc na to z perspektywy czasu, młodszy uznał, że byli siebie warci.
Inaczej sprawa miała się z siostrą. Esesman wiedział, że jeśli kiedykolwiek kogoś kochał, to właśnie ją. Nie rozumiał tego słowa ani uczucia, ale zwyczajnie mu na niej zależało, więc tłumaczył to w ten sposób.
Przypomniał sobie tamten dzień. Stał nad zakrwawionym ciałem brata, którego głowa była niemal odseparowana od korpusu. Oddychając ciężko, wpatrywał się w zwłoki pustym wzrokiem. Ze sztyletu, z wygrawerowaną gotyckim stylem dewizą SS, na stary, piękny dywan kapały kropelki szkarłatnej cieczy.
Wtedy poczuł, że ktoś ciągnie go za mundur. Odwrócił się, a pierwszym, co zobaczył, były wielkie, turkusowe tęczówki Adelheid.
– Michael? Erich krzyczał? Co się stało? – zapytała zaspanym głosem, piąstką przecierając oczka.
Kucnął przed dziewczynką i pogładził dłonią jej jasne włosy.
– Nic, siostrzyczko, nic – odpowiedział łagodnie, uśmiechając się delikatnie. I był to uśmiech całkowicie szczery.
Mała wyjrzała za plecy oficera. Skrzywiła się.
– Nie patrz – przytulił siostrę do swojej klatki piersiowej. Mogła poczuć przyspieszone bicie jego serca. – Nie warto.
– Zrobiłeś to? – zauważył, że jej głos się łamie, oczy były pełne łez. – Dlaczego?
Milczał przez dłuższą chwilę, cały czas głaszcząc główkę dziecka.
– Erich na to zasłużył – odparł w końcu, głęboko wciągając powietrze do płuc. Adrenalina spowodowana walką i zabójstwem zaczęła opadać. – Był nikim.
– Był twoim bratem – stwierdziła, zaciskając palce na ubraniu Michaela.
Nie potrafił znaleźć odpowiedzi na jej zarzut. Czyżby powoli zaczynał żałować swojej decyzji i jej następstw? Wstał, nie wypuszczając Adelheid z objęć. Skierował się w stronę drzwi, niosąc siostrę w ramionach.
Nadal, po tylu latach, pamiętał ostatnie słowa Ericha.
– Spotkamy się w piekle, skurwielu.
Roześmiał się. Tak, ten jeden raz całkowicie zgadzał się z bratem.

Dziewczynka zmarła w 1976 roku, w wieku ośmiu lat. Miała gruźlicę układu nerwowego. Mimo intensywnego leczenia, chorobę wykryto zbyt późno.
...

Miałeś nie opowiadać o Adelheid.

Po jej pogrzebie zerwał kontakt z rodzicami. Ojciec chciał, aby choć jeden z synów (drugi pewnego dnia zniknął i już nigdy się nie pokazał – haha) wyrósł na porządnego mężczyznę i wstąpił do armii. Gdy więc młodszy w '73 oznajmił, że woli SS, Otto nie był zadowolony. Ale nie zaprotestował. W '74 Michael przeniósł zainteresowanie na SD. Do '80 dosłużył się stopnia SS-Hauptsturmführera i doczekał całkiem poważnych zadań w całej Rzeszy. Zjeździł pół Europy w najróżniejszych sprawach – od błahych z początku, po te wysokiej wagi ostatnimi czasy. Lubi tę robotę, sprawia mu przyjemność, więc się stara. Czasem nawet za bardzo, wkłada całe serce, zaangażowanie oraz umiejętności. A to podoba się ludziom na górze.
Co ja właściwie robię? Praca w kontrwywiadzie to świetna sprawa, ale często oznacza bardzo ścisłą współpracę z Gestapo. To w zasadzie jedyny minus, bo rozwiązywanie siatek szpiegowskich i wyłapywanie jej członków mi pasuje. Ale nie ograniczam się tylko do tego. Jestem, powiedzmy... Agentem specjalnym. Zdarza mi się zajmować także wywiadem, zarówno zagranicznym, jak i wewnętrznym.
Chcieli słuchać o przeszłości.
Nie koncentruję się na niej. Zapomniałem. I nie mam o czym mówić. Najważniejsze już wiedzą. Byłbym niezwykle słabym oficerem Sicherheitsdienst, gdybym ot tak o wszystkim im opowiedział.

Opis wyglądu: Najpierw widzisz oczy. Nie pytaj, co w nich niezwykłego. Po prostu spójrz i sam odpowiedz.
Są błękitne. Nic nowego, racja. Teraz co drugi Niemiec ma niebieskie tęczówki. Ale przypatrz się dokładniej, gdyż oczy są zwierciadłem duszy. Tylko one opowiedzą ci o prawdziwych intencjach Michaela.
Teraz widzisz? Świetnie. Błyszczą. Siłą, pewnością, wyższością. Niebezpieczeństwem. To dobre słowo. Są zimne, wręcz lodowate – obojętne. Ale tylko z wierzchu. Pod tą górą lodową kryją się dziwne ogniki pełne emocji. Te oczy są jednocześnie żywe i martwe.
Spod czarnej czapki ozdobionej przez Totenkopf wydostają się kosmyki jasnych włosów. Jeśli jesteś piękną kobietą, zdejmie nakrycie głowy i ukaże ci krótką, dość nieuporządkowaną fryzurę. Przy okazji pośle ujmujący uśmiech, po czym zginie gdzieś w tłumie śpieszących się ludzi.
Nie można powiedzieć, że nie jest przystojny. Bo jest.
Być może zapamiętasz wysokiego (~184 cm) mężczyznę o smukłej, ale ładnie wyrzeźbionej sylwetce, ubranego w czarny, galowy mundur SS. Lubi ten strój, uważa, że dodaje mu powagi oraz wzbudza respekt. Czarny kojarzy się ze śmiercią, pasuje do niego. Kiepsko czuje się w cywilnych ubraniach. Wyglądam w nich jak komiwojażer.

Opis charakteru: Najprościej... Człowiek, którego się nie zapomina. Pewnie dlatego, że sprawia niesamowite pierwsze wrażenie. Jest nadzwyczaj kulturalny oraz uprzejmy, ułożony i elokwentny, wykształcony, intrygujący. Inteligencji mu nie brakuje, podobnie jak wiedzy na najróżniejsze tematy. Polska literatura? Oczywiście, porozmawiajmy. Uczę się polskiego od wielu lat, bez problemu dogadam się w tym języku, ale nie rozumiem niektórych słów u Sienkiewicza. Muzyka klasyczna? Pewnie. Uwielbiam Straussa. Wagner, Beethoven i Chopin też są dobrzy, acz to jednak nie to samo. Jest otwarty, ma poczucie humoru. Na pierwszy rzut oka – osoba idealna!
Schody zaczynają się, gdy wejdziemy dalej. A stopnie prowadzą w dół. Głęboko w dół.
Litość zasnęła, kręgosłup moralny został przetrącony, człowieczeństwo spadło ze schodów, zdrowie psychiczne obficie krwawi, a wyższe uczucia umarły w agonii, o ile nie urodziły się martwe. Dusza już dawno rozłożyła się w tym ciele, pozostawiając w miejscu serca ziejącą, czarną dziurę.
Nie popadajmy w skrajności. Nie jestem aż taki zły.
Empatii i człowieczeństwa w nim ni krzty, a głos sumienia przestał go obchodzić tak dawno temu, że też już zanikł. W ogóle, możecie czekać na jakiekolwiek ludzkie odruchy z jego strony. Tak do usranej śmierci. I trzy dni dłużej, dla pewności, że ich nadal nie będzie.
Jestem gorszy.
A jeśli się jednak pojawią... To coś znaczy. Nawet bardzo wiele. Potrafi zaskakiwać.
Aktor na deskach teatru. Trzeba przyznać, że świetnie sprawdza się w swojej skomplikowanej roli. Przedstawienie musi trwać! Rzadko mówi prawdę, rzadko bywa szczery. Myśli i poglądy woli zachować dla siebie. Pewnych rzeczy lepiej nie mówić na głos, nie afiszować wszem i wobec. To nie ma sensu, to niepotrzebne nadstawianie głowy, to... Chwila. Ryzyko jest opłacalne, ceni się je w jego fachu. Zdarza mu się powiedzieć zbyt wiele, ale w naprawdę skrajnych przypadkach.
Jest nieprzewidywalny. Bardzo. Ciężko to opisać. Ja po prostu rozmawiam z kimś o przyrodzie, a sekundę później wbijam mu sztylet w oko. Bardzo często zachowuje się jak normalny człowiek, nie widać po nim dziwnych skłonności. Czy to pozory? Może. Ale ręki nie dam za to uciąć.
Woda spływała po jasnych włosach Michaela, zmywając z nich pozostałą po zabójstwie krew. Czarny płaszcz ukrył pod sobą zasychające plamy czerwonego płynu. Kiedy równym, sprężystym krokiem przemierzał alejki, przypominał Śmierć, tego ponurego żniwiarza. Budził grozę, przez którą mijani żołnierze nie śmieli prosić o papiery. Szerokim łukiem go omijali, salutując niemrawo. Esesman ignorował ich, wbijając wzrok w przestrzeń przed sobą. Uśmiechał się pod nosem, szczerząc zęby do samego szatana, który bez wątpienia oglądał jego dzisiejsze poczynania. Po co mu demony, ta banda tępych sługusów, kiedy ma ludzi, o wiele bardziej skuteczny materiał!
Vissmann nie potrafił w racjonalny sposób wytłumaczyć stanu, w który wprowadziło go morderstwo. Balansował pomiędzy euforią a podnieceniem, powodując niezwykłe zadowolenie z samego siebie. Chyba po prostu był szczęśliwy – tak! – sprawiło mu to niewyobrażalną radość. Mankament tkwił jedynie w tym, że Gerd się nie bał. Doprawdy, godna pochwały – a może raczej pożałowania? – postawa. Odebrał mu tym część zabawy. A on lubił, gdy inni się go bali, tak jak teraz, gdy ustępowali z drogi. To było naturalne, zrozumiałe, a jednocześnie intrygujące. Przecież był tylko człowiekiem.
W tym momencie Michael kompletnie nie zwracał uwagi na otoczenie, albo raczej sprawiał takie wrażenie. W rzeczywistości każdy jego zmysł, na skutek działającej adrenaliny, uległ wyostrzeniu. Gdy biały kot przebiegł mu pod nogami, Niemiec nadepnął na jego ogon, uniemożliwiając ucieczkę. Drugą kończyną przygniótł kark stworzenia. Powoli naciskał z coraz większą siłą. Usłyszał ciche chrupnięcie. Odszedł, zostawiając zwierzę w konwulsyjnych drgawkach na środku chodnika. Mijał kolejne, naznaczone ciężkimi czasami kamienice, niebieskie tęczówki z nienaturalnie rozszerzonymi źrenicami wciąż kierując prosto przed siebie.
Wyczuwał, jak w powietrzu coś się zmienia. Tej nocy czuwali tylko bogowie wojny, litość zasnęła.

Groteska, czarny humor, ironia, sarkazm, mnóstwo cynizmu... To ciekawe połączenie. Sprytu mu nie brak, byle kto w kontrwywiadzie nie pracuje. Przecież SD to elita SS.
Tutaj można by wspomnieć o dziwnej niechęci – nienawiści – do Gestapo. Ci idioci nie potrafią nic zrobić dobrze. Pieprzeni sadyści, zero finezji w metodach. Wszędzie się wpychają, niech siedzą na własnym podwórku. Może to wszystko wynika z faktu, że nie cierpi być zależny, najlepiej pracuje mu się w pojedynkę. Mnie nie wydaje się rozkazów. Wie jednak, że sprzeciw to kiepskie rozwiązanie. W SS nie ma na to miejsca. Słuchasz, albo lądujesz pod murem. Proste.
Problem pojawia się, gdy odczuwasz poczucie złudnej nieśmiertelności.
Nie potrafił opisać swoich odczuć. Były czymś nowym, niespotykanym wcześniej. Oscylowały na granicy ulgi i niepokoju. Pełne sprzeczności, stanowiły powód zdenerwowania. Spojrzał na swoje dłonie. Rozłożył palce, zacisnął pięść. Powtórzył tę czynność kilka razy, oddychając nieco zbyt szybko. Słyszał świst powietrza, gdy wypuszczał je ze swoich ust. Było cicho, rzeczywistość milczała, robiąc miejsce dla natłoku myśli.
Nie bał się.
To złość. Powodowana bezsilnością. Nienawidził być zależny, drażniły go rozkazy. Nie uważał się za typ człowieka, który czeka na instrukcje. Co ciekawe, gdy je dostawał, zawsze wykonywał. Nie pytał, nigdy.
Odetchnął głęboko zimnym, orzeźwiającym powietrzem. Chciał się nie przejmować, ale zdenerwowanie narastało powoli, stopniowo. Z każdym wykonanym krokiem nie podobało mu się to coraz bardziej.
To jego powinni się bać. Nie mógł się odnaleźć w takiej sytuacji. Oto ktoś pokazał mu, że tak naprawdę nic nie znaczy. Że może zniknąć w ciągu jednego dnia, kilku godzin. Że nie jest wszechmogący i ma wpływ na niewielkie tylko sprawy.
Przygryzł wargę. Poczuł metaliczny smak na języku, smak swojej własnej krwi. On też jest człowiekiem. Zapominał o tym. Może umrzeć, tak jak każdy inny. A wtedy świat zapomni. Dziwne. Odkąd pamiętał, uważał się za pana życia i śmierci. Zabijał, męczył, gwałcił. Robił, co tylko zechciał – w każdej rozgrywce rozdawał karty, decydował, wykonywał najważniejszy ruch. Tak naprawdę sam był częścią ogromnej gry, machiny, pionkiem w rękach kogoś postawionego wyżej. Był jak ci, których na co dzień przesłuchiwał.
Zacisnął zęby mocniej. Tępy ból rozszedł się po jego ustach. Przypominał o człowieczeństwie.
Nie ma nieśmiertelności. Całe życie przeszedł w złudnym poczuciu jej posiadania, w końcu chyba sam uwierzył w swoją propagandę. Goebbels się nie mylił, kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą.
Uśmiechnął się pod nosem. Po co niszczyć tak piękną, utopijną wizję?

Nienawidzi ludzi, gardzi ludźmi. Ludzie to kretyni. Szybko się nimi nudzę. Jednocześnie ich potrzebuje, uwielbia ciągnąć długie dysputy o sensie życia, Bogu czy filozofii. Czasami sam siebie nie rozumie, uważa swoje zachowanie za zbyt infantylne, ale...
Ale nie zamierzam go zmieniać. Bawi mnie to.
Każdego trzeba urobić. Wytresować. Jak psa. Wszyscy jesteśmy siebie warci, tylko niektórzy są po prostu... Silniejsi. I to daje im prawo do panowania nad innymi.
No, dalej. Bądź dobrym pieskiem, przynieś panu gazetę.

Nie przeczy temu, że jest psychopatą, sadystą. Przyznaje to sam przed sobą, nie wstydzi się niczego. Akurat tutaj ukrywanie prawdy jest bez sensu. To nie jest osoba z drugim dnem, z góry możecie odpuścić poszukiwania. Ale to inteligentny człowiek, który potrafi myśleć samodzielnie i który potrafi wyrazić swoje zdanie.
Moje zło jest sprawiedliwe. Przyznaję się do niego. Kwestia wartości, dobro i zło to wygodne idee, ale mało realistyczne. Każdy postrzega je własną miarą.
Nie wiem, czy zdążyliście zauważyć, ale jest fałszywy i pełen sprzeczności. Co ciekawe, zawsze dotrzymuje danego słowa. Zawsze, bez wyjątków. Nie przejmuje się innymi, ale pamięta każdego człowieka, którego pozbawił życia. Z jednej strony kulturalny, wykształcony, wzorowy obywatel Trzeciej Rzeszy. Z drugiej bezczelny indywidualista, mający gdzieś całą minioną wojnę, własny naród i państwo.
Jeśli łudziliście się, że na końcu wspomnę o szczątkowych ludzkich odruchach czy cieniu dobra... Muszę was zawieść. To jest zwyczajny skurwysyn najgorszego sortu, tylko potrafi niezwykle dobrze odgrywać rolę kulturalnego i ułożonego człowieka. Lata praktyki. Albo głupota ludzka.
Jedno i drugie, przyjacielu.

Plany, cele: Jesteś głupi, jeśli sądzisz, że powiem ci prawdę.
Wiesz co, ja chcę żyć. Nic skomplikowanego, taaak. Chcę kontynuować karierę, nie muszę nawet stać na specjalnie wysokim szczeblu, teraz jest dobrze. Chcę dalej prowadzić ciekawe rozmowy z ludźmi, żeby potem bezkarnie i w brutalny, osobliwy sposób ich zamordować. Bo to sprawia mi przyjemność. Chcę dalej słuchać krzyku kobiet, kiedy... Hm, sam rozumiesz. Haha. To takie ludzkie.
Nie obchodzi mnie nic poza mną samym. W zasadzie, mam wszystko gdzieś. Wszystko, bez wyjątku. I nie zamierzam nic zmieniać w swoim podejściu. Dbam jedynie o siebie.
Oczywiście, że mam jasny cel. Każdy człowiek powinien jakiś mieć. Ale to nie jest miejsce na rozmowę o tym. A ty nie jesteś osobą, która powinna wiedzieć takie rzeczy.


Stosunek do Rzeszy: Nienawidzę tego zawszonego kraju.
Zaklął raz jeszcze, na wszystko. Na naród, na Rzeszę, na Führera.
– Co za popieprzone państwo – mruknął, wciągając dym do płuc.
– Sami je sobie zbudowaliście – stwierdziła Basia, patrząc na profil Michaela. Uspokoił się.
– I sami je zburzymy.
Przechyliła głowę, nie rozumiejąc, co chciał jej tym przekazać.
– Czyżbyś zwątpił w ukochany narodowy socjalizm? – spytała z przekąsem. Zauważyła grymas niezadowolenia na twarzy esesmana.
– Nigdy nie powiedziałem, że jestem nazistą.
– Słucham? – oburzyła się nieco. – Akurat co do tego nie mam wątpliwości.
– Słuchaj. Wszystko mi jedno, czy zabiję Żyda, Polaka czy Niemca, flaki w środku wszystkie takie same. Wiem, sprawdzałem – wpatrywał się w przeciwległą ścianę. – Krew też ma ten sam kolor za każdym pieprzonym razem.
– Ale uważasz się za lepszego mimo wszystko, nieprawdaż?
– Może. Jeśli ktoś mnie zapyta, czy jestem nazistą – prawdopodobnie udzielę twierdzącej odpowiedzi. Wiesz, dlaczego? – urwał, przez chwilę skupiając się jedynie na papierosie. – Bo mi tak wygodniej. Bo dostaję wszystko jak na srebrnej tacy.
Basia uznała, że Michael byłby ciekawym obiektem badań nad ludzką psychiką.
– Mogę robić, co mi się podoba. Zarzynać ludzi, uprawiać seks z tobą. Wykonywać rzeczy, które sprawiają mi przyjemność. I nikt nie popatrzy na mnie jak na człowieka nienormalnego – jestem nazistą. Mogę wszystko, bo państwo mi na to pozwala. Przynajmniej teoretycznie.
Wstał.
– Lepsi próbowali zdobyć świat. Rzesza upadnie pewnego dnia.

Wyższy poziom nazizmu, który gardzi również nazistami.
Vissmann przez krótki czas przyglądał się dziewczynie i przełożonemu. Scheiße, zapaliłbym. Potem wrócił do obserwowania sali. Wysokiej rangi urzędnicy państwowi, starsi oficerowie, właściciele wielkich firm oraz zakładów. Banda kretynów szukających jedynie okazji do wypicia wódki oraz przelecenia kilku dziwek, póki co ubranych w wytworne suknie. Och, jakże on gardził nimi wszystkimi – jeszcze mocniej, niż oni nim. Różnica polegała na tym, że ci wszyscy ludzie byli idiotami w swojej wyniosłości.
To zabawne, że oni zapewne mają identyczne zdanie. Wszyscy jesteśmy siebie warci. Popatrz, Hitlerze, co uczyniłeś. W co zmieniłeś dumny naród, bogaty w tradycję i honor. Biję brawa za zniszczenie wieków kultury. Nie każdy potrafi coś takiego.

Jego podejście do Niemiec zależy od sytuacji. Kiedy wszystko jest w porządku i nic nie wchodzi mu w interes, Rzesza jest mu całkowicie obojętna. Kiedy jednak coś przestaje iść po jego myśli... Wtedy potrafi mocno wykląć podstawy państwa, partię, naród i przy okazji Gestapo. Ale po cichu. Chciałby jeszcze trochę pożyć.
Ideologia go bawi. Jest śmieszna, jest żałosna, ale pozwala mordować ludzi. Więc mu się podoba, chociaż widzi jej bezsens. Każde serce, które do tej pory oglądał – nieważne, czyje – przestawało bić po wycięciu. Każda kałuża krwi miała praktycznie ten sam kolor.
I każdy krzyczał. Pamiętaj, to ważne.

Inne:
*Nigdy nie powiedziałem, że jestem ateistą. Ja jedynie nie wierzę w boską pomoc oraz dobroć, to jakaś farsa. Nienawidzę za to kościoła. Ideologia jak każda inna.
*Jedyny słuszny alkohol to schnapps. Nie pije nic innego, może szampana na specjalne okazje.
*Z jakiegoś powodu, kiedy ma kaca, niezwykle drażni go nazistowskie pozdrowienie.
*Papierosy. Dużo.
*Nie lubi kawy. Nie rozumie, jak można pić coś tak gorzkiego. Herbatę słodzi przynajmniej dwiema łyżeczkami cukru.
*Nie trzaskaj tymi pierdolonymi drzwiami, bo twój mózg – albo jego szczątki, reszta już zanikła – znajdzie się na ścianie. Głośne odgłosy są denerwujące. Szczególnie przed chwilą wspomniane trzaskanie drzwiami.
*Dzwonki są głupie. Pukanie jest o wiele przyjemniejsze dla uszu.
*Lubi czytać książki. Nie zwraca przy tym uwagi na autora, ale na ich treść i przesłanie. Dobra lektura nie zależy od narodowości pisarza.
*Ma dziwne upodobanie co do ludzkich oczu. Lepiej nie pytać.
*Nie gwałcę dzieci. Mam resztki honoru.
*Zna sześć języków: niemiecki, włoski, norweski, angielski, hiszpański oraz polski. Nauczenie się tego ostatniego było niezwykle problematyczne, wszelkie publikacje właściwie zanikły. Ale się uparł i nauczył. A mimo jawnego talentu lingwistycznego – nigdy nie udało mu się przezwyciężyć francuskiego. Nie ogarnął wymowy. Na przyszłość rozważa fiński.
*Ma dość melodyjny, ładny głos. Gdyby nie był psychopatą, mógłby zastanowić się nad karierą muzyczną.
*Dobry humor często wyraża poprzez pogwizdywanie, nucenie czy śpiewanie pod nosem.
*Nikt, poza zmarłą już siostrą, nie wie o zabójstwie brata. To kiepsko mogłoby wpłynąć na moją karierę. Zresztą, możliwe, że rodzice się domyślili. Nie byli głupi. No, i jest jeszcze major Spoiler, który przewidział to wszystko.


A tu taki mały bonus, który świetnie oddaje byt postaci:
Czerwona flaga zatrzepotała nad miastem. Dawną stolicą, teraz pogrążoną w ruinach. Zostały zgliszcza i popiół. Ludzie odeszli na Zachód. Uciekli, bojąc się tego, co niosła ze sobą czerwień – przecież tak im bliska przez poprzednie lata. Białe koło i wpisany w nie czarny krzyż o złamanych ramionach. Symbol szczęścia.
Gdzie ono się teraz podziało?
Patrzył na to obojętnie, nie przejmując się losem kraju ani narodu. Przecież to i tak nie ma znaczenia, przecież za kilka dni będzie martwy. Skończy tam, gdzie powinien był trafić dawno temu. Na samo dno piekła, o ile ono istnieje.
Nie bał się. Siedząc w ciemnej celi, zastanawiał się nad swoim życiem. Był z niego dumny, nie żałował niczego. To samo powiedział, gdy pytali. Po co kłamać, po co udawać. Niech osądzą sprawiedliwie; a mają za co. Należy mu się.
Pogodził się ze śmiercią, z ponurym żniwiarzem, za którego swego czasu się uważał. Ulotne uczucie, odebrane wraz z pierwszym zadanym bólem. Nieśmiertelności nadal nie ma. Nie będzie. Jest tylko człowiekiem.
Ale nie umrze jak człowiek.
Skuli ręce za plecami. Korytarzem rozchodziło się głośne echo podkutych butów, stąpających po betonowej posadzce. Tak jak kiedyś, jeszcze w Warszawie, przed każdym przesłuchaniem. Wtedy to on był zwycięzcą, on panował nad losem innych. Teraz role się odwróciły.
Czy Bóg dał ludziom prawo podejmowania decyzji o życiu i śmierci?
Nie. Sami je sobie przyznali. Odrzucili Stwórcę, stanęli do niego plecami. To nie Bóg odwrócił wzrok – oni to zrobili.
Drewniany podest, skrzypiące deski. Ostatnie minuty, ostatnie oddechy. Gruby, pleciony sznur. Nie ma krwi. Czy to boli? A twarz nadal wzniesiona ku górze, wykrzywiona w uśmiechu pogardy dla śmierci. Dla życia. Dla świata. Dla ludzi. Dla Boga.
Dla siebie samego.
Ostatnim było uczucie ścisku na szyi, niemożność złapania oddechu, rzężenie wydobywające się z gardła. Dziwny ciąg w dolnych partiach ciała, wnętrzności się skręcały, czy jego jelita mają zamiar zaczerpnąć świeżego powietrza zamiast ust?
Stryczek kołysał się lekko, raz w lewo, raz w prawo, tańcząc wraz z podmuchami jesiennego wiatru.


Teraz masz spokój Hamlecie zrobiłeś co do ciebie należało
i masz spokój Reszta nie jest milczeniem ale należy do mnie
wybrałeś część łatwiejszą efektowny szych
lecz czymże jest śmierć bohaterska wobec wiecznego czuwania
z zimnym jabłkiem w dłoni na wysokim krześle
z widokiem na mrowisko i tarczę zegara

~Zbigniew Herbert


Ostatnio zmieniony przez Michael Vissmann dnia Pon Kwi 13, 2015 1:30 am, w całości zmieniany 3 razy
avatar
Michael Vissmann
Admin

Liczba postów : 34
Join date : 29/03/2015
Skąd : na świecie tyle zła?

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Usiądź, proszę. Ta historia jest długa.

Pisanie by Führer on Nie Mar 29, 2015 2:06 pm

*wręcza order za najdłuższą kartę na forum* Führer jest z Ciebie bardzo dumny, Sky. A Michael zaraz dostanie niebieski kolorek, chociaż do jego duszy bardziej pasowałby czarny. Akcept.
avatar
Führer
Mesjasz Niemieckiego Narodu

Male Liczba postów : 47
Join date : 26/01/2015
Skąd : Z Equestrii.

Zobacz profil autora http://aph-die-neue-ordnung.forumpl.net

Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach