Ten, Którego Imienia Nikt Nie Pamięta

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Ten, Którego Imienia Nikt Nie Pamięta

Pisanie by Kanada on Sro Mar 25, 2015 8:27 pm

Pierdolnęłam sobie drugie konto, bo jestem adminem. I mogę. Nikt nie mówił, że tu jest sprawiedliwość ;-;
A na poważnie, to zasada z regulaminu jest po to, żeby ludzie nie przychodzili i nie zakładali 3 kont, po czym nie znikali po tygodniu. Jako współtwórca i admin forum nie zamierzam odchodzić. Sprawiedliwości nadal nie ma, ale macie wyjaśnienie.


Wszyscy dają flagi, dam i ja!

Cholera, nie to.

Bo taka zwyczajna jest zbyt mainstreamowa.


Nazwa państwa: Kanada (ang., fr. Canada). Tak po prostu. A i tak nikt nie pamięta.

Imię i nazwisko: Matthew Williams

Strona konfliktu: Sojusznik Rzeszy. Jakby miał jakiś wybór…

Opis wyglądu:
Według większości ludzi wygląda jak drugi Ameryka. Co za tym idzie, traktują go jak Amerykę i wtedy Kanada musi rozpoczynać starą śpiewkę o tym, że nie, to nie Alfred przed nimi stoi, tylko Matthew. A oni patrzą się na niego podejrzliwie, więc Kanadyjczyk zaczyna pokazywać różnice. I jego rozmówcy zauważają, że faktycznie, Matt ma jaśniejsze i dłuższe włosy od Ala, w dodatku lekko falowane. Z przedziałka wystaje zakręcony loczek, który dynda mu przed oczami, ale Kanada przyzwyczaił się do niego. Tak jak brat nosi okulary, ale jego oprawki są okrągłe. Jednak to nie one przyciągają wzrok, o wiele bardziej przykuwają uwagę skryte za nimi niebieskofioletowe oczy. Niezwykły kolor, prawda? Taki wyróżniający się. A I TAK NIKT NIE PAMIĘTA.

Wracając do wyglądu. Wzrostu mu matka natura nie skąpiła, podobnie jak i dobrze zbudowanego ciała. Chociaż to drugie zapewne jest efektem bycia drwalem intensywnego uprawiania wielu sportów, zwłaszcza zimowych.  Zazwyczaj ubiera się w zwyczajne dżinsy, t-shirt i jakąś bluzę lub sweter. Zwykłego munduru wojskowego nie nosi – Kanada nie jest państwem, w którym gloryfikuje się wojsko, a sama personifikacja zdecydowanie bardziej niż żołnierzem czuje się przedstawicielem przeciętnego człowieka. Dlatego na uroczyste okazje częściej zakłada garnitur, chociaż zależnie od wydarzenia może też przywdziać uniform Kanadyjskiej Królewskiej Policji Konnej albo (rzadziej) „mess dress”, czyli galowy mundur.

Opis charakteru:
Jeśli ktoś już kojarzy Matta, to zapewne zapytany o niego odpowiedziałby, że to po prostu miły, dość cichy facet, któremu ciężko jest się wybić z własnym zdaniem. Wypytywany miałby zapewne problem, co powiedzieć, gdybyśmy drążyli temat i dopytywali „I co jeszcze?”. No bo co jeszcze powiedzieć o gościu, który się nie wyróżnia do tego stopnia, że prawie nikt o nim nie pamięta?

Owszem, Kanada ma pewne kłopoty z wybiciem się. Problemy te jednak nie polegają na tym, że on szepcze, to inni się wydzierają. I tak całe życie – próbuje ustalić coś z kimś na spokojnie, porozmawiać normalnym tonem głosu, jak równy z równym, ale nie! Rozmówca nadzwyczaj często przerywa mu, zbywa go lub w ogóle go całkowicie ignoruje. Najgorszą wadą Matta jest to, że jest zbyt życzliwy. Przeważnie nie zniży się do poziomu innych i nie zacznie wrzeszczeć (chociaż potrafi – jak chcecie się przekonać, zapraszam na trybuny, kiedy mecz hokeja rozgrywają Toronto Maple Leafs), bo z całego serca nienawidzi konfliktów i woli ich unikać, zamiast drzeć koty o coś, co można załatwić ugodowo… Tylko że często na tym traci. Nie myślcie jednak, że Kanadyjczyk jest wycieraczką. No, inni może trochę zbyt często korzystają z jego ugodowości i uczynności, czasami wręcz altruizmu, ale gdy ludzie spróbują mu zabrać trochę za dużo, za bardzo żerują na nim lub obrażą ludzi bądź rzeczy bliskie jego sercu, Matthew się postawi. Zabierze mu to trochę nerwów, ale na pewne rzeczy zwyczajnie sobie nie pozwoli. A im bliższa mu osoba, tym łatwiej mu powiedzieć „nie”.

Właśnie, co do bliższych. Potrafi być wobec nich zgryźliwy i sarkastyczny, nawet wredny (głównie w stosunku do Ameryki) i w ich obecności jest znacznie bardziej otwarty. Nie można powiedzieć, że usta mu się nie zamykają – takie coś ma miejsce bardzo rzadko i tylko wtedy, gdy mówi o jednym ze swoich hobby – ale prowadzi normalną konwersację. Wśród obcych jest zupełnie inaczej. I znowu – przeciętna osoba pomyśli sobie, że Kanada nie odzywa się do nich przez nieśmiałość, tymczasem on bardzo często nie wie, o czym rozmawiać z nowo napotkanym człowiekiem. Po odbębnieniu „small talk” nie zacznie przecież jakiegoś losowego tematu z kosmosu, nie może sobie też pozwolić na kąśliwe uwagi, nieważne czego by dotyczyły. Więc po prostu stoi, z tym uprzejmym uśmiechem i modli się, żeby rozmówca nie był równie wielkim introwertykiem, co on. Jeśli jednak trafi na taki przypadek, stara się jakoś podtrzymać rozmowę.

Mówiłam o uczynności, życzliwości… Należy wspomnieć, że Matthew jest przede wszystkim dobrym człowiekiem. Naprawdę lubi pomagać ludziom, sprawia mu to przyjemność. To ten typ człowieka, który poleci za kimś, komu wypadło 10 dolarów z kieszeni i mu je odda, który pomoże starszej pani przy zakupie biletów z automatu i uspokoi dziecko, które odłączyło się od rodziców. Daje datki na wszelkie organizacje charytatywne, fundacje, schroniska etc. , na które tylko może. Brzmi to potwornie tandetnie, ale uśmiech na twarzy innych ludzi jest wszystkim, czego potrzebuje. Czasami jego życzliwość i hojność posuwają się do tego stopnia, że poświęca coś, żeby pomóc innym… na przykład swój święty spokój i błogą ciszę, które panowały w jego domu, póki nie przygarnął Alaski. Ale prawdę mówiąc, nie ma nic przeciwko. Bo chociaż bez tych cennych chwil tylko dla siebie zapewne zwariowałby, to Kanada musi czuć, że się dla kogoś liczy. Że jest dla kogoś ważny, komuś potrzebny. Musi czuć się kochany – to jego najważniejsza i podstawowa potrzeba.

Wszystko robi w swoim tempie. Jeśli powiesz mu, żeby się pospieszył, na pięć minut zacznie robić coś szybciej, po czym znowu wróci do swojej średniej prędkości. Poza tym, takie ponaglanie tylko go stresuje, a to nie o to chodzi, prawda? Chociaż w swojej pracy daje siebie wszystko, bo jest perfekcjonistą, lubi się lenić, więc jego ulubioną porą dnia są wieczory. Spędzane przy kominku, z herbatką, kocykiem i dobrą książką… Czego więcej można chcieć od życia?

Czasami ma dosyć. Bo ile można znosić tych wszystkich apodyktycznych idiotów, ile razy można go mylić z Ameryką, ile razy można o nim zapomnieć i ile można go wiecznie ignorować? Kanada narzeka. Dużo. I często. Zazwyczaj pod nosem czy w głowie, chociaż zdarzało się, że wylewał swoje żale Arthurowi, znacznie rzadziej Alfredowi. Ale kiedy jest wyjątkowo źle, kiedy wszystko idzie nie tak, jak powinno, Matthew potrafi się wkurzyć. Gdy znajduje się na skraju wybuchnięcia, wystarczy najmniejsza rzecz, kropla, która przeleje czarę. A wtedy… Cóż, najłatwiej powiedzieć, że złość najcichszych i najspokojniejszych zawsze jest najstraszniejsza. Zdarzało się to niebywale rzadko, ledwo kilka razy w ciągu jego całego życia, ale jednak. I ma wówczas tendencję do mówienia słów, których potem żałuje - bardzo prawdziwych, które jednocześnie ranią niczym ciosy prosto w serce.

Po wydarzeniach z 1958 (patrz niżej) nabawił się PTSD, zespołu stresu pourazowego, chociaż w tej chwili zaburzenie znacznie osłabło i nie przeszkadza mu specjalnie w życiu. Podejrzewa, że to głównie przez Alaskę, a w mniejszym stopniu też przez sesje terapeutyczne, na które sumiennie uczęszczał. Nie zmienia to faktu, że nadal od czasu do czasu dręczą go koszmary, a po nich przeważnie snuje się smutny i przygnębiony cały dzień.

Krótka historia po wojnie:

Oszołomienie. Zdruzgotanie. Niedowierzanie. Te słowa najlepiej opisują, co czuł, kiedy dowiedział się, że naziści pokonali Anglię. Każdego da się pokonać – Arthur nie był wyjątkiem od tej zasady, ale tym razem Kanada naprawdę wierzył, że Wielka Brytania utrzyma niezależność. Stało się inaczej i niedługo potem aż zbyt dobrze znane twarze Niemca i Prusaka pojawiły się w Ottawie. Postawili przed nim ultimatum – albo zostaje ich sojusznikiem, albo w następnej kolejności zabiorą się za niego. Z ledwo 12 mln ludzi i mniej rozwiniętą technologią, nie mówiąc już o wyszkoleniu armii, nie miał szans. Podpisał sojusz, tłumacząc samemu sobie, że będzie żył sobie jak dotychczas, a ci wariaci prawdopodobnie i tak  zostawią go w spokoju, czego w końcu mogą chcieć od kraju takiego jak on?

Jak bardzo się mylił. W 1957 dzwonek do drzwi znowu zabrzmiał, tym razem prośba dotyczyła czegoś większego – użyczenia nazistom kanadyjskich lotnisk, na których mogłyby lądować bombowce Rzeszy, a także zapewnienie im paliwa oraz wszelkich niezbędnych rzeczy. Matthew nie jest głupi i od razu zorientował się, o co chodzi Niemcom. Postawił im się, bo nie zamierzał przyczyniać się do śmierci milionów ludzi. Może być tym cholernym sojusznikiem, ale nie będzie mordercą, nie zgodzi się na takie czyny. Lecz podobnie jak w poprzednim przypadku, nic to nie dało. Jeśli nam nie pomożesz, tylko opóźnisz nasze plany. A wtedy zajmiemy się też twoimi ludźmi. Rację mają ci, którzy mówią, że bezsilność to najgorsze ze wszystkich uczuć.

Mógł tylko zaciskać pięści i patrzeć, jak nazistowskie samoloty odlatują z jego lotnisk i zrzucają atomówki na największe miasta Ameryki. Patrzeć, jak okrutna pięść zaciska się na gardle jego rodzonego brata.

Potem zrobiło się spokojniej. Aż do początku lat ’70 nie działo się nic godnego specjalnej uwagi, ale wtedy wybuchły zamieszki w Quebecu. Tendencje separatystyczne francuskiej części Kanady coraz częściej dawały mu w kość, ale myślał, że uda mu się wszystko zakończyć po swojemu, czyli pokojowo. Niestety bunty rosły i naziści uznali, że jako dobry sojusznik pomogą je stłumić. Cel był jawnie propagandowy (Wielka Trzecia Rzesza wprowadza pokój nie tylko u siebie, ale też u innych!), ale faktem stało się wymordowanie ponad dwóch tysięcy frankofońskich Kanadyjczyków. Matt oczywiście mógł się pieklić, ale co to dawało? Absolutnie nic. Ludzie byli martwi tak czy inaczej, a Rzesza zyskała dodatkowy argument przeciw kompletnie samodzielnej polityce Kanady, bo „przecież ty nawet zwykłego buntu nie potrafisz stłumić”. Kanada nadal jest suwerennym państwem, ale musi mocno liczyć się ze zdaniem nazistów przy podejmowaniu decyzji, które ich interesują.

Relacje:

Ameryka – brat. Młodszy, starszy, bliźniak, ta tajemnica nie została nigdy rozwikłana, ale bez wątpienia brat. Zdarzały między nimi sprzeczki *cough*atak w 1775*cough*bitwa o York*cough*spalenie Białego Domu*cough*, ale to w końcu rodzeństwo, a rodzeństwo zawsze się kłóci. Spędzili razem część dzieciństwa i chociaż momentami Alfred nieco za głośno darł mordę, jak dla Matta, to nadal był jego jedyną rodziną. Przed wojną i w czasie jej trwania zaczęli się do siebie zbliżać, na tyle, że Kanada zaczął nazywać USA przyjacielem… A potem w Ameryce Północnej pojawili się naziści i cała relacja legła w gruzach. Matt jest przekonany, że Alfred nie ma ochoty go znać. Sam boi się spojrzeć mu w oczy po tym wszystkim i ma nadzieję, że Stany podniesie się po tym ciosie, odzyska niepodległość i skopie nazistom tyłki. I być może wybaczy mu kiedyś.

Francja – pierwszy opiekun. Zrobił z Matta, a raczej z Mathieu cywilizowaną osobę. Język, religia, ustrój polityczny, francuskie tradycje… Nauczył go wszystkiego, przez co stał się dla Kanady jak starszy brat. Dlatego wyjątkowo zabolało go, kiedy bez żalu oddał go Anglii. Był małym dzieckiem i nie rozumiał, dlaczego jego braciszek go opuszcza. Słowa o bezwartościowej ziemi pełnej kamieni i śniegu nie pomogły. Kanada nigdy nie zapomniał o tym i chociaż może rozmawiać z Francją normalnie, nie żywi do niego żadnych ciepłych uczuć. Należy wspomnieć, że wadzi mu jedynie Francis, do samej francuskości nic nie ma. Quebec to przecież jego początki i duża część kanadyjskich tradycji to te przejęte od Francji.

Anglia – drugi opiekun. Początki… nie były łatwe, Kanada za bardzo przypominał Anglii o odwiecznym wrogu i w związku z tym Arthur na siłę próbował „wyplenić” z małego podopiecznego wszelkie francuskie cechy. Po ciężkich początkach Kanada zdołał przestawić się na angielski tryb życia w niektórych sferach życia, zachowując się po francusku w innych. Arthur nauczył się to tolerować i od tamtej pory ich relacje stały się dość ciepłe (na tyle, na ile Anglia może mieć z kimś ciepłe relacje…). Teraz widuje go rzecz jasna znacznie rzadziej, ale skrzętnie wykorzystuje każdą okazję, żeby poprzebywać trochę z dawnym opiekunem.

Alaska – przed wojną Matt kojarzył Alaskę głównie z tym podłym sporem o granicę z 1903, a tym samym przed oczami stawał mu zdradziecki Arthur, a nie Anastasia. A teraz… Gdy podbito resztę amerykańskich stanów, po prostu nie mógł zostawić tej biednej dziewczyny na pastwę losu. Skoro nie mógł uratować brata, to przynajmniej zaopiekował się chociaż jednym jego stanem. Ana okazała się równie energiczną osobą, co Alfred, co czasem męczy Matta, ale koniec końców dziewczyna zawsze potrafi go rozweselić, nie da się jej nie lubić albo gniewać się na nią. Stała się jego dobrym, pozytywnym duszkiem i Kanada nie zamierza jej zostawić.

Meksyk – nie zna jej specjalnie dobrze, ale mają przyjazne stosunki. Pogodna natura Meksyku odpowiada Kanadzie i te dwa kraje potrafią znaleźć wspólny język. Oczywiście o ile żadne z nich nie wspomni o Alfredzie… Ale to zdarza się rzadko.

Chiny – w drugiej połowie XIX w do Kanady przybyło mnóstwo Chińczyków w poszukiwaniu pracy, co poskutkowało duża chińską diasporą. Kanadyjczycy nie traktowali emigrantów zbyt uprzejmie, przez co relacje Yao i Matthew nie należały do najlepszych.

Holandia – poznał go dopiero podczas IIWŚ, kiedy holenderska rodzina królewska uciekła do Kanady. W zamian za oferowaną mu wówczas pomoc Holender wysyła Kanadzie co roku dziesiątki tysięcy tulipanów.

Plany, cele:
- uzyskać większą niezależność od Rzeszy i swobodę podejmowania decyzji
- zadbać o bezpieczeństwo swoje i Alaski
- oczywiście cały czas rozwijać gospodarkę i poprawiać poziom życia w kraju
- chciałby pomóc bratu, tylko jeszcze nie wie, co zrobić i jak to zrobić, żeby naziści nie zaczęli się czepiać. Ale wymyśli!

Stosunek do Rzeszy:
Przez swoją wrodzoną dobroć oraz rok 1958 sojusz z Rzeszą go boli. Nazistowski ustrój jest zbrodniczy, nie powinien w ogóle istnieć i Matthew liczy na to, że imperium runie jak najszybciej… Ale jednocześnie wie, że nie ma szans na pokonanie nazistów. Opór nie ma sensu, mogą tylko zrobić krzywdę jego ludziom i ludziom Alaski, a to nie wchodzi w grę. Póki nie wtrącają się w ich sprawy aż tak bardzo, to da się znieść. Oczywiście, gdzieś głęboko w duszy honor i godność piszczą w agonii, ale co on ma zrobić? Działaniem może tylko pogorszyć sytuację.

Inne:
- Uwielbia naturę. Najlepszy sposób spędzenia letniej, wolnej niedzieli, to wybrać się poza miasto do lasu albo chociaż do parku na piknik. A i wycieczki na północ, do Nunavut, regularnie odbywa. Nie rozumie, co inni mają do śniegu i pustki, on potrafi się tam naprawdę dobrze bawić.
- Jest wysportowanym człowiekiem, dobrze radzi sobie w koszykówce i w różnorakich dyscyplinach sportowych, ale jego prawdziwa miłość to hokej. Nie pobijesz, panie, nie pobijesz. W dodatku kijem hokejowym potrafi naprawdę nieźle przywalić, więc radziłabym uważać.
- Śniadanie to zawsze własnoręcznie zrobione naleśniki polane syropem klonowym. Choćby się paliło i waliło, poranne naleśniki muszą być.
- Kumajirou. Tak nazywa się jego niedźwiadek polarny, ale Matt nigdy nie pamięta jego imienia i vice versa. Podobnie jak inne zwierzaki personifikacji, misiek nie starzeje się i jest nieśmiertelny. Przestał rosnąć, kiedy był jeszcze mały, więc Matthew zazwyczaj twierdzi, że to pluszak.
- Major Spoiler przewidział to wszystko!


Ostatnio zmieniony przez Kanada dnia Sro Mar 25, 2015 8:44 pm, w całości zmieniany 1 raz
avatar
Kanada
Admin

Liczba postów : 33
Join date : 24/03/2015

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Ten, Którego Imienia Nikt Nie Pamięta

Pisanie by Führer on Sro Mar 25, 2015 8:41 pm

Ma akcept i niech się cieszy. I niech docenia poświęcenie władz Rzeszy, bo przelogowania na telefonie nie są fajne.
avatar
Führer
Mesjasz Niemieckiego Narodu

Male Liczba postów : 47
Join date : 26/01/2015
Skąd : Z Equestrii.

Zobacz profil autora http://aph-die-neue-ordnung.forumpl.net

Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach