Lotnisko Meksyk-Benito Juarez

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Lotnisko Meksyk-Benito Juarez

Pisanie by Włochy Południowe on Wto Mar 24, 2015 6:44 pm

Tak bardzo nie umiem znajdować odpowiednich zdjęć ;-;


Szlag by to wszystko trafił.
Ta myśl oraz losowe przekleństwa odbijały się echem w umyśle Lovino, kiedy leciał samolotem z Lille do Meksyku. Lot trwał kilka godzin, ale Włoch nie potrafił skupić się na niczym innym poza myśleniem o swojej sromotnej porażce. Jak wróci, to przecież zarówno szefostwo, jak i reszta tych popaprańców z UŚ go zeżrą żywcem. A jeśli jeszcze do tego Marita go zdradzi i wyda Rzeszy... Merda!
Plan był relatywnie prosty. Unia miała swoich szpiegów w Rzeszy, niewielu, ale jednak. Udało im się jakimś cudem zdobyć informację, w którym budynku w Berlinie trzymana jest przynajmniej część planów dotyczących przyszłej nazistowskiej ekspansji. Nie było nawet mowy, aby któryś z agentów próbował się tam dostać - wszyscy albo byli zajęci innymi, równie poważnymi zadaniami, albo też nie mieli najmniejszego doświadczeniu we włamywaniu się i wykradaniu dokumentów. Więc co postanowiły zrobić kraje UŚ? Wysłać jednego z członków na tę misję! A kogo? Oczywiście najbardziej znienawidzonego, wrednego szefa!
Włochy czasem zastanawiał się, jak bardzo te wredne szuje go nienawidzą.
Pod swoją nieobecność uczynił Antonia, jedną z niewielu osób, które głosowały przeciw wysłaniu go na tę wyprawę i jednocześnie jedyną, której ufał, swoim zastępcą. Nękały go oczywiście poważne wątpliwości, czy Hiszpania podoła trudnemu zadaniu, jakim było rządzenie tym całym tałatajstwem, ale... Romano zawsze był sam ze sobą szczery i doskonale zdawał sobie sprawę, że i on nie sprawdza się na tym stanowisku zbyt dobrze. A ci popieprzeni wariaci nie omieszkiwali się o tym wspominać przy każdej nadarzającej się sytuacji.
Właściwie mógłby odmówić. Jest szefem, wolno mu. Ale gdy ci niewdzięczni łajdacy postanowili go przerzucić do obozu wroga, w głowie Lovino pojawiła się iskierka nadziei. A gdyby tak... Udało mu się zakraść i zobaczyć, tylko zobaczyć, czy Feliciano się dobrze miewa? Czy z Luksemburgiem, Belgią i Holandią wszystko w porządku? Może udałoby mu się z nimi przez chwilę porozmawiać? Patrząc z perspektywy czasu widział jak na dłoni swoją bezbrzeżną głupotę, ale wtedy pozwolił, żeby jego rodzinna część duszy wzięła górę. Co za debil ze mnie.
Samo przedostanie się przez granicę sprawiło mu mnóstwo kłopotów, ale to był zaledwie wierzchołek góry lodowej. Dotarcie do Berlina, przy kompletnej nieznajomości języka niemieckiego i włoskim akcencie wzbudzało podejrzenia. Próbował się tłumaczyć, że pochodzi z północy Włoch, co ostatecznie przechodziło, ale wiele razy serce ściskało mu się w piersi, kiedy ci cholerni naziści mierzyli go wzrokiem. Gdy wreszcie postawił stopę w stolicy Trzeciej Rzeszy Kartoflanej, skontaktował się ze szpiclem, a potem wspólnie ułożyli plan działania. Lovino musiał iść sam, ale agent czaił się niedaleko. I dzięki Bogu, bo chociaż udało mu się włamać i nawet dostać do omawianego pokoju, jeden cholerny strażnik, wcześniej uśpiony pewnym benzodiazepinem, obudził się. Najwyraźniej był bardziej odporny na substancje usypiające niż przeciętny człowiek, ale w tamtej chwili to nie miało znaczenia. Liczyło się, że wszczął alarm i po chwili zaroiło się od uzbrojonych po zęby nazistów z jednostki specjalnej. Włoch i szpieg ledwo uszli z życiem, ale cudem uciekli. Gdy byli pewni, że nic im nie grozi, zadzwonili z bezpiecznego telefonu do Antonia. A ten przekazał im jakże radosną wiadomość, że niemiecka ochrona na granicach wzmocniła się trzykrotnie i że naziści są bardzo zdeterminowani, żeby złapać Vargasa. No kurwa świetnie.
Tu zaczął się dziki plan przerzucenia Lovino do Meksyku. Włoch nie wiedział, jak dokładnie funkcjonuje umysł Hiszpana, ale na pewno nie w normalny sposób. "Przerzucimy cię do Meksyku, potem do Brazylii i stamtąd już prosto do UŚ!". Mhm. Ta. Zamiast wracać prostą drogą kilkaset kilometrów do domu, to zrobi sobie wycieczkę dookoła świata, zwiedzając dwa inne kontynenty, w tym Kartoflanego sojusznika. Logika.
Przypuszczał, że Tosiek nie chciał, żeby mu się coś stało, kiedy będzie przekraczał granicę Rzesza-UŚ i dlatego wymyślił taką skomplikowaną trasę. W sumie to strasznie kochane z jego strony, ale po pierwsze w życiu nie powiedziałby tego na głos, a po drugie nie zmieniało to faktu, że zabierze to mnóstwo czasu. Przemieszczanie się z Rzeszy do kraju sojuszniczego nie stanowiło wielkiego problemu, Meksyk i Brazylia mimo stania po przeciwnych stronach nie miały najgorszych relacji, a z Brazylii do UŚ już spokojnie sobie przeleci samolotem. Antonio załatwił wszystko z Meksykiem i chociaż Romano miał wątpliwości, czy dziewczyna ich nie zdradzi, postanowił dać sobie spokój. I tak nie wymyśli nic lepszego.
Samolot zaczął zataczać koła nad lotniskiem, co oznaczało, że przygotowuje się do lądowania. Włochy wyjrzał przez okno. Przynajmniej znajduje się na powrót w jakimś ciepłym kraju, a nie w tym zawszonym Kartoflandzie, gdzie piździ tak, że domy zaczynają się pokładać na ziemi. Zaczął pakować swoje rzeczy do torby i rozpiął pasy, chociaż sygnalizacja nadal się paliła.
Wychodząc z samolotu, przybrał sztuczny uśmiech i pożegnał się z załogą po hiszpańsku. Według swoich nowych, fałszywych dokumentów, miał udawać Meksykanina, Adalberto Marqueza Rosalesa i na szczęście hiszpański znał na tyle dobrze, że był w stanie mówić nawet bez włoskiego akcentu. Na lotnisku w Rzeszy całkiem nieźle wyszło mu udawanie nieogarniętego obcokrajowca. Właściwie nie musiał udawać - za diabła nie wiedział, co oznaczają te wszystkie chore niemieckie słowa, umlauty i inne pierdoły.
Po odebraniu bagażu, który rzecz jasna wyleciał na taśmę jako ostatni, poczłapał w stronę wyjścia. Modlił się, żeby Marita nie zapomniała, że ma go odebrać, bo sam by za diabła nie trafił do jej domu. Na szczęście jego modły zostały wysłuchane i zobaczył przed sobą Meksyk we własnej osobie.
Uśmiechając się, trochę z ulgi, a trochę ze zwykłej życzliwości wobec kobiet, podszedł do dziewczyny i ucałował ją w oba policzki.
- Buenos dias - przywitał się pogodnie. Może nawet trochę zbyt pogodnie na kogoś, kto ucieka przed światowym imperium.
avatar
Włochy Południowe
Burdelmama

Female Liczba postów : 39
Join date : 28/01/2015
Skąd : Z piekła rodem.

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Lotnisko Meeksyk Benito Juarez - Dom Marity

Pisanie by Meksyk on Wto Mar 24, 2015 9:56 pm

[Narracja pierwszoosobowa]

Ten dzień zapowiadał się tak cudownie.
Pogoda była piękna – słońce świeciło radośnie na całą ziemię, wiatr lekko wiał, rozrzucając włosy ludzi, a ptaki obdarzały wszystkich swą kojącą muzyką.
Przytuliłam się mocniej do mojej pościeli i przysłoniłam nią swoje oczy, gdyż (przyznajmy szczerze) nieznośne światło nie dawało mi spokoju.
Lecz nie to było najgorsze, dokuczliwy dźwięk dzwoniącego telefonu, nie pozwalał mi kontynuować spania.
Niechętnie wstałam ze swojego wygodnego i ciepłego posłania. Ociągając się, chwyciłam za komórkę i spojrzałam na ekran. Napis ,,Antonio” migał jak szalony. Postanowiłam wcisnąć zieloną słuchawkę. Ale moje szczęście jak zwykle jest niesamowite. W tym momencie numer się rozłączył. Westchnęłam głęboko, pocierając ręką kark. Szybko oddzwoniłam. Przy uchu usłyszałam radosny głos Hiszpana.
- Hola, chica! Jak tam u ciebie?
- Buenos días, Toni. Wszystko byłoby w porządku gdybyś mnie nie budził o… - spojrzałam na zegarek – Siódmej rano...
- Perdón, Marita! U nas jest druga po południu. Całkowicie zapomniałem o strefach czasowych, chica!
- Zdarza się. Dzwonisz w jakiejś sprawie czy raczej po prostu pogadać? – spytałam.
- No… Mam taką malutką, tycią prośbę, chica. – zaczął ostrożnie. Nie mogłam być zaskoczona. Toni nigdy do mnie nie dzwonił bez żadnego powodu.
- Słucham. – powiedziałam. Hiszpan wziął głęboki oddech.
- Lovi ma mały problem. Czy jest możliwość by zatrzymał się u ciebie? – na chwile zamarłam. Ścisnęłam mocniej komórkę w ręce. Lovino Vargas – zwany także Romano. Osoba, której nie mogłam znieść. Zapytacie się – dlaczego?  Nie jestem pewna ale wcale nie zdziwiłabym się gdyby to było z tego jednego konkretnego powodu – zazdrości.
Heh. Zazdrość. Jakie to głupie, typowo ludzkie uczucie. A wszystko zaczęło się od dzieciństwa…
- Marita? Chica? Jesteś tam? – z zamyślenia obudził mnie głos w słuchawce.
- Jestem, jestem. Chyba mogę się na to… zgodzić. Ale musisz pamiętać, że jestem sojuszniczką Rzeszy. – odpowiedziałam.
- Wiedziałem, że mogę na ciebie liczyć, chica! Ale kochasz mnie na tyle mocno, że nas nie wygadasz, prawda? – zaśmiałam się cicho na te słowa.
- Sí, sí. Dla ciebie wszystko. A mogę znać jakieś szczegóły? – zapytałam.
- Niestety to sprawa poufna, wybacz, chica. Jedynie mogę ci powiedzieć, że po tym jak Lovi zatrzyma się trochę u ciebie, jego następnym celem będzie Brazylia. No i, że w twoim kraju będzie udawał Meksykanina Alberto Matqueza Rosalesa.
- Widzę, że w podrabianiu dokumentów i moich pieczątek jesteście mistrzami…
- Tak wyszło, chica. Wybacz…
- Choć czuję się trochę urażona twoim brakiem zaufania, Toni. Ale niech ci będzie. Kiedy Lovi ma zamiar przylecieć?
- Dziś, za cztery godziny. Będzie na lotnisku w Meksyku – bodajże Benito Juarez. Przy wejściu numer 261. 
- Czyli największym porcie lotniczym w moim kraju. W porządku. Mam blisko.
- Proszę bądź dla niego miła. Na pewno jest tym wszystkim zestresowany… Będę już kończył. Adiós, chica! - rozłączył się, nim zdążyłam coś powiedzieć.
Rzuciłam komórkę na szafkę nocną. Przeciągnęłam się leniwie. Im szybciej zacznę się zbierać tym lepiej.

~~~~~~~

Znajdowałam się już na lotnisku. Oparłam się o ścianę i z nudów zaczęłam nucić hymn swojego kraju. Zauważyłam, że przyleciał samolot, w którym miał podróżować Włoch. Ludzie zaczęli z niego pośpiesznie wychodzić, lecz Lovino nigdzie nie było widać. Po chwili wyszedł jako jeden z ostatnich przybyszy. Na mój widok, jego twarz nabrała wyrazu ulgi i w pewnym sensie radości? Podszedł do mnie i ucałował w oba policzki.  Miałam ochotę się skrzywić, ale głos Hiszpana wciąż był w mojej głowie. ,,Proszę bądź dla niego miła.”
- Hola, Lovi… Znaczy Alberto.  Jak minęła podróż? Auto czeka na nas na zewnątrz.  Po prostu podążaj za mną. – złapałam go za rękę i pociągnęłam w stronę wyjścia. Z umiejętnością zawodowca omijałam wszystkich ludzi. W końcu udało nam się wyjść na zewnątrz. Zaprowadziłam go do czarnej Mastretty (TU) stojącej na parkingu. Otworzyłam bagażnik.
- Schowaj tu swój bagaż. Oczywiście jeśli chcesz… - ostatnie zdanie dodałam nieco ciszej. Następnie wsiedliśmy do samochodu. Niezręczna cisza trwała i trwała. Naprawdę chciałam znaleźć się już w domu.

~~~~~~

Dotarliśmy wreszcie na miejsce. Zaparkowałam szybko i wyszliśmy z auta. Znajdowaliśmy się przy średniej wielkości budynku. Był to dwupiętrowy (chodzi o to,że miał parter i pierwsze piętro ;-;) domek jednorodzinny.  Ściany były koloru białego, a dachówka w odcieniu błękitu. Ramy okien i same drzwi zrobione zostały z hebanu. Z tyłu budynku znajdował się nieduży ogród.
- Tak więc, to jest mój dom.  Zaprowadzę cię do twojego pokoju.  – weszliśmy do domku. Zdjęłam buty i weszłam do mieszkania. Wskazałam brązowowłosemu pokój, który znajdował się obok mojego.
- Czuj się jak u siebie w domu. Dam ci czas na rozpakowanie się. Zresztą za chwilę będzie obiad. Pomyślałam, że zrobię coś co zwykle jada się w twoim kraju. Więc wolisz pizze czy pastę? A może coś innego? Znaczy… - mały rumieniec pokrył moje policzki – Nie myśl sobie, że to chodzi o coś… - powietrze zamarło, a cisza oplatała pomieszczenie niczym mała mgiełka -  Dobra! Nie będę ci przeszkadzać. Jak będziesz mnie potrzebować, jestem na dole. – powiedziałam szybko i prawie, że wybiegłam z pomieszczenia.
Głupia. Głupia. Głupia. A to co znowu miało być? Uspokój się i ogarnij.
Chyba jeszcze nie zdziczałaś na tyle by się tak zachowywać. To tylko dureń z niewyparzoną gębą…
Choć muszę przyznać, że cieszę się, że go widzę. Czułam się trochę samotna w tym pustym domu…


Ostatnio zmieniony przez Meksyk dnia Wto Kwi 07, 2015 11:31 am, w całości zmieniany 4 razy
avatar
Meksyk

Female Liczba postów : 268
Join date : 20/03/2015
Skąd : Z kaktusa... ;-;

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Lotnisko Meksyk-Benito Juarez

Pisanie by Włochy Południowe on Pią Mar 27, 2015 10:56 pm

//Wybacz, że tak długo i tak dennie ;-;

Zdarzało mu się czasem nie ogarniać, jaki ktoś ma stosunek do niego, ale zdawał sobie sprawę, że Meksyk za nim nie przepada. Znał ją na tyle długo, że to zauważył, jednak nadal nie rozumiał, dlaczego go nie lubi. Przecież wobec niej był ujmująco miły, jak wobec każdej pięknej kobiety, więc o co chodziło? Oczywiście nieraz słyszała skandaliczne odzywki Lovino do Hiszpanii, jego rzucanie mięsem na prawo i na lewo, no i nie zapominajmy o słynnej skwaszonej minie… Ale to nie powód, żeby od razu kogoś skreślać, prawda?
Dziewczynie trzeba było przyznać, że przynajmniej starała się utrzymać pozory. Przywitała się pogodnie i od razu przeszła do standardowych pytań o podróż. Jednak coś w jej wypowiedzi się nie kleiło… Romano zerknął do swoich nowych dokumentów.
- Raczej Adalberto, nie Alberto – poprawił, po czym uśmiechnął się flirciarsko. – Ale ty, bella, możesz nazywać mnie, jak ci się tylko podoba.
Bo nawet jeśli laska cię nie lubi, to nie jest to powód, żeby rezygnować z drobnego uwodzenia. To takie włoskie.
Na drugie pytanie odpowiedzieć nie zdążył, bo Marita pociągnęła go do samochodu. Na lotnisku panował ścisk, ale Włochy bez problemu dotrzymywał Meksykowi kroku. Lata przeciskania się przez wąskie, pełne ludzi uliczki w Neapolu robiły swoje.
Znalazłszy się w samochodzie, Romano rozsiadł się wygodnie w fotelu. To nie tak, że nie miał ochoty rozmawiać z Maritą; po prostu ogarnęło go zmęczenie. Ostatnie kilkadziesiąt godzin było wyczerpujących zarówno fizycznie, jak i psychicznie i w tej chwili marzył tylko o tym, żeby iść spać. Po kilku zdawkowych odpowiedziach na krótkie pytania konwersacja się urwała, a Lovino zamknął oczy. Wydawało mu się, że minęła minuta, a już dotarli do domu Marity.
Dom, zarówno z zewnątrz, jak i z wewnątrz, od razu mu się spodobał. Prosty, ale zadbany. Porozglądał się jeszcze trochę i z aprobatą pokiwał głową.
- Ładnie sobie tu urządziłaś.
Pokój, do którego go zaprowadziła, odpowiadał standardom Lovino, które w tamtym momencie wymagały przede wszystkim wygodnego łóżka. Od kilku godzin jedyne, czego pragnął, to porządnie się wyspać… Ale wszystkie myśli o drzemce zniknęły, gdy Meksyk zaczęła gadać.
Słuchał jej z rosnącym zdziwieniem, nawet nie wiedząc, co powiedzieć. Jego mózg przez zmęczenie rejestrował słowa z pewnym opóźnieniem, więc sens całej scenki dotarł do niego, kiedy Marita uciekła z pokoju. Jeszcze chwilę stał osłupiały, a potem uśmiechnął się szeroko. Jakie to całe zajście było urocze, przynajmniej z jego punktu widzenia.
No proszę, chyba jednak ta dziewczyna nie żywi do niego aż tak negatywnych uczuć. Zobaczymy, jak to wszystko się rozwinie.
avatar
Włochy Południowe
Burdelmama

Female Liczba postów : 39
Join date : 28/01/2015
Skąd : Z piekła rodem.

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Dom Marity

Pisanie by Meksyk on Sob Mar 28, 2015 1:58 pm

///Nic się nie stało~! Nic nam przecież nie ucieknie~~

[Narracja pierwszoosobowa]

Weszłam do kuchni. Oparłam się o blat stołu i głośno westchnęłam. Wyszło na to, że nie dowiedziałam się, na co Włoch miałby ochotę. Zastanowiłam się nad tym chwilę. Pizza? Nie, to byłoby zbyt typowe… Wiem! Pasta~! To będzie to. Dzięki Bogu Feli, że nauczyłeś mnie ją robić!
Podeszłam do lodówki zastanawiając się jaki sos zrobić. Cóż, najprostszy będzie pomidorowy~
Wyciągnęłam potrzebne składniki i zaczęłam gotować.
~~~~~~
Ostatni talerz wylądował na stole. Mogłam być tylko i wyłącznie z siebie dumna, zważywszy na to, że obiad zwykle jem na mieście. Poprawiłam jeszcze obrus.
- Lovi~! Obiad gotowy! –zawołałam chłopaka. Gdy już się zjawił usiedliśmy przy stole i zaczęliśmy jeść.  Postanowiłam zacząć rozmowę.
-Wybacz, jeżeli  obiad nie jest idealny.  Niespecjalnie gotuję na co dzień. – powiedziałam – Tak właściwie ile zamierzasz zostać w Meksyku? – spytałam. -  Znaczy… Nie wyganiam cię, czy coś! To tylko… tak z ciekawości. – mruknęłam. Padło jeszcze kilka krótkich pytań, po czym wstałam ze stołu posprzątać po obiedzie. Wzięłam naczynia i zaniosłam je do kuchni. Wtem zaczął dzwonić telefon. Odebrałam go szybko.
- Tak, słucham? – w słuchawce usłyszałam szum i zdenerwowany głos żołnierza.
-  Ma'am! Mamy niespodziewaną wizytę Niemieckiego Wywiadu Śledczego! Mają zamiar odwiedzić panią w domu, za kilka minut! – słysząc to zerwałam się szybko. Niemcy? Tutaj?
- Dziękuję za ostrzeżenie. Odpocznij, żołnierzu. – odparłam szybko i rozłączyłam się.  Joder! Mierda! I wszystkie inne przekleństwa mi znane. Czego oni odemnie chcą? Zresztą Antonio będzie mną zawiedziony, jeśli Rzesza znajdzie Romano, a na to nie mogę pozwolić. Nie po tym, jak namęczyłam się, by zdobyć jego uwagę.
Pobiegłam w kierunku Włocha, złapałam go za rękę i zaciągnęłam do swojego pokoju. Widziałam na jego twarzy wyraz zdziwienia.
- Nie czas na pytania. Jesteśmy w…  nie najlepszej sytuacji. Po prostu słuchaj co mówię.  – odparłam szybko. Otworzyłam szafę i przesunęłam fałszywą, tylną ściankę. Naszym oczom ukazało się korytarz. Zwróciłam się do chłopaka.
- Wejdź tam i nie wychodź, dopóki po ciebie nie przyjdę. Po drodze możesz co najwyżej spotkać jakieś robaki, pająki i myszy. Mam nadzieję, że się ich nie boisz. No i obrazy przez, które można oglądać cały dom… tylko trochę udoskonalone. W każdym razie… - usłyszałam pukanie do drzwi. -  Staraj się też nie robić większego hałasu. – wepchnęłam go do środka i zamknęłam szafę.
Dobra teraz trzeba wymyślić jakąś wymówkę.
Ah~! Dzisiejszy dzień, nie mógł być bardziej normalny.

//Ponieważ miałam całkowity brak weny na... cokolwiek. Postanowiłam rozkręcić akcję pierwszego dnia. Widać, że Lovi i Marita nie będą mieli spokoju tak szybko. Zresztą proszę o wybaczenie za tak nieskładny tekst, ale jestem aktualnie w nie najlepszej formie.


Ostatnio zmieniony przez Meksyk dnia Wto Kwi 07, 2015 11:31 am, w całości zmieniany 1 raz
avatar
Meksyk

Female Liczba postów : 268
Join date : 20/03/2015
Skąd : Z kaktusa... ;-;

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Dom Marity

Pisanie by Włochy Południowe on Nie Mar 29, 2015 12:57 pm

Docenił, że dziewczyna postanowiła ugotować coś włoskiego. Cechowała go wyjątkowa wybredność wobec innych kuchni i w lepszych przypadkach zjadał posiłek, popijając go ogromnymi ilościami napojów. W gorszych po prostu odsuwał od siebie talerz z wyrazem zdegustowania na twarzy. Zwłaszcza, jeśli znajdowały się tam ziemniaki, jak w ogóle można to jeść? Z drugiej strony, próbował kuchni meksykańskiej kilka razy i musiał przyznać, że była naprawdę niezła. Dlatego zaskoczyło go wyznanie Marity, że rzadko gotuje.
- Naprawdę? - zdziwił się, po czym spróbował dania. Nie mogła się oczywiście równać do prawdziwie włoskiej pasty, ale jak na amatorkę Meksyk poradziła sobie dość dobrze. Co prawda sos był znacznie ostrzejszy niż powinien, lecz postanowił o tym nie wspominać. - Nie powiedziałbym, bo pasta wyszła wyśmienita. - Uśmiechnął się zachęcająco. - Jak chcesz, mogę cię nauczyć gotować kilka potraw.
Nie zwrócił uwagi na potknięcie językowe Marity, za to zaczął zastanawiać się nad odpowiedzią na jej pytanie. Właśnie, ile on tutaj zostanie? Niedługo, biorąc pod uwagę, że obowiązki wzywają. I znowu będę musiał wrócić do tego pieprzonego burdelu i oglądać te wszystkie paskudne ryje, które mnie nienawidzą... Kurwa. Wzruszył ramionami i przełknął jedzenie.
- Lot do Brazylii mam chyba pojutrze, o ile pamiętam... Nie wiem, sprawdzę jeszcze datę na bilecie. W każdym razie, mam nadzieję, że wytrzymasz ze mną dwa dni. - mruknął.
Zdążył jeszcze chwilę porozmawiać z Maritą, kiedy rozległ się dzwonek telefonu. Romano dokończył swoją pastę dokładnie w momencie, gdy Meksyk wpadła jak burza do kuchni i zaczęła ciągnąć go w kierunku swojego pokoju.
- Co do diabła...!? - zdążył tylko wrzasnąć, zanim dziewczyna go uciszyła. "Nie ma czasu na wyjaśnienia"? To ten tekst, którego używają bohaterowie filmów, kiedy wszystko się jebie. Innymi słowy, najprawdopodobniej był w dupie. Włoski pech nigdy go nie opuszczał, czemu więc liczył na spokój w sojuszniczym kraju Rzeszy? Debilizm z jego strony, potworny debilizm.
Nie miał pojęcia, dlaczego Meksyk miała jakiś dziki tunel w domu, ale to nie był odpowiedni czas na pytania. Za robactwem nie przepadał, lecz spotykały go gorsze rzeczy w życiu, więc nie bał się paru nieprzyjemnych stworzeń. Przeszedł korytarzem cichutko, nie wydając żadnego odgłosu. Umiejętność skradania się i zachowywania absolutnej ciszy nieraz okazała się niezbędna, często ratowała mu życie i tak będzie zapewne i tym razem.
Przekonał się o tym na dobre, gdy dotarł do ściany przylegającej do salonu. Przez malutką dziurkę zobaczył Maritę i jej gości, którzy wygodnie rozsiedli się na kanapie. Gdy rozpoznał ich mundury, oblał go zimny pot.

~~~~~~

- Buenos dias, SS-Sturmbannführer, Max Hartmann. Ja oraz moi podkomendni zostaliśmy wyznaczeni do rewizji tego domu. Wpuści nas pani?
Nawet gdyby próbowała nie wpuścić, oficer SD i jego grupa weszliby siłą. Rozkaz przeszukania domu to rozkaz, z nim się nie dyskutuje. Z Maxem Hartmannem tym bardziej. Było coś w jego bladoniebieskich oczach, co kazało podwładnym wykonywać każde jego żądanie, a cywilom nie kwestionować jego decyzji. Nie miał więc wątpliwości, że Marita Jakaśtam będzie współpracować.
W końcu brak kooperacji mógł się dla niej bardzo źle skończyć.
Ani SS-Sturmbannführer, ani reszta jego grupy nie wiedzieli, że mają do czynienia z personifikacjami. Szukają Lovino Vargasa, przyszli do domu Marity Jakiejśtam (Hartmann nigdy nie potrafił zapamiętać tych długich, dwuczłonowych hiszpańskich nazwisk), w sprawę zamieszany był jeszcze Antonio... Antonio Fernandez Cośtam. Mniejsza, SS-Hauptscharführer Janz wie, to podpowie.
Zdecydowanym krokiem wkroczył do domu i od razu zaczął się rozglądać. Oczywiście mało prawdopodobne było, żeby Włoch stał przed nimi jak słup soli, ale nie zaszkodziło trochę sobie popatrzeć. To zazwyczaj wprawiało osoby rewidowane w konsternację, a potem w zaniepokojenie i od razu lepiej się im współpracowało.
Usiadł na kanapie, a jego wierni podwładni zrobili to samo. Max zdjął czapkę i pewnym ruchem przeczesał ręką jasnobrązowe włosy.
- Pozwoli pani, że daruję sobie wstęp i od razu przejdę do rzeczy - podjął. - Jest pani podejrzana o kolaborację z pewnym Hiszpanem, Antoniem Fernandezem...
- Carriedo - podpowiedział Janz.
- Tak, dokładnie, dziękuję - skinął głową w kierunku Hauptscharführera. - Wybaczy pani, nie mam pamięci do nazwisk. Wracając, wiemy, że Fernandez Carriedo dzwonił do pani dzisiaj rano.
Tutaj wkraczał na grząski grunt. Niemieccy szpiedzy dowiedzieli się tylko o samym fakcie, że Hiszpania dzwonił do Meksyku, jednak rozmowy nie podsłuchali. Jednak wszyscy zgodzili się, że telefon musiał mieć związek z poszukiwaniami Vargasa. A z tego wniosku nasuwała się tylko jedna logiczna konkluzja: Fernandez Carriedo prosił o ukrycie Włocha. Nie mieli oczywiście żadnych dowodów, ale Hartmann zdecydował się przyjąć tę koncepcję.
- Wiemy też, że prosił panią o ukrycie Lovino Vargasa, Włocha, obecnie ściganego w całej Rzeszy. I, jak się może pani domyślić, stąd ten nakaz rewizji domu.
Rozsiadł się wygodnie na kanapie. Czas na punkt kulminacyjny.
- Jeśli zaczniemy rewizję od razu i znajdziemy Włocha, nie tylko jego, ale również panią czekają poważne konsekwencje - powiedział spokojnym, ale pustym tonem. - Jeśli jednak Vargas jest tutaj i wyjawi nam to pani teraz, tak czy inaczej konsekwencje pani poniesie, przy czym będą one znacznie mniej dotkliwe. To jak? Współpracuje pani czy nie?
avatar
Włochy Południowe
Burdelmama

Female Liczba postów : 39
Join date : 28/01/2015
Skąd : Z piekła rodem.

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Dom Marity

Pisanie by Meksyk on Nie Mar 29, 2015 1:53 pm

[Narracja trzecioosobowa]

Przyjmując półuśmiech, który wyglądał niczym naturalny, otworzyła drzwi. Na widok Niemców, jej twarz pokryło udawane zdziwienie. Słysząc, krótki wstęp jednego z mężczyzn, pokiwała lekko głową. Chcąc, nie chcąc wpuściła ich do domu.
Oficer rozejrzał się po pomieszczeniu, a ona w myślach modliła się, by Lovino nie wydał najmniejszego dźwięku. Następnie mężczyzna usiadł na kanapie, a jego podwładni zrobili to samo.
- Tak więc, co panów do mnie sprowadza? Z tego co pamiętam, jeszcze nic niezgodnego z prawem nie zrobiłam~ - zaśmiała się uroczo. Powiedzmy, że wcale nie udawała…
Na słowa mężczyzny jej brew delikatnie uniosła się w geście zdziwienia.
- Kolaboracji? Nie nazwałabym tego tak.  Ale to prawda, że do mnie dzwonił.  Rozmawialiśmy o dawnych czasach, w końcu Antonio jest osobą, która mnie wychowała i mam do niego pełen szacunek.  Zresztą, co się będę tłumaczyć. W końcu ,,tłumaczą się tylko winni”, prawda~? – odparła z uśmiechem. Słysząc dalszą wypowiedź oficera, jej uśmieszek jeszcze bardziej się poszerzył.
- Och, proszę panów~! Nie mam powodów by kogokolwiek tu ukrywać, a szczególnie Lovino, za którym szczerze powiedziawszy nie przepadam. Ale proszę bardzo~! Dom jest do waszej dyspozycji. Tylko proszę, by panowie na narobili wielkiego bałaganu. Niedawno sprzątałam. – powiedziała. Jej wzrok wylądował na drewnianym pudle,wtem wpadła na pomysł, jak ich odrobinkę "rozluźnić" – Ach~! Właśnie! Może napiliby się panowie piwa? Kuzyn przysłał mi je niedawno! Prosto od najlepszego Niemieckiego producenta~! – zaśmiała się radośnie.
Otwartość i niedomówienia, to była najlepsza rzecz jaką mogła w tej chwili zrobić.

//Może krótkie wyjaśnienie? Marita, gdy jest w trudnej/kłopotliwej sytuacji, swoją otwartość i radość używa jako "tarczy", przez co może wydawać się trochę tępa i głupia. Choć wcale taka nie jest... ;-;


Ostatnio zmieniony przez Meksyk dnia Wto Kwi 07, 2015 11:32 am, w całości zmieniany 1 raz
avatar
Meksyk

Female Liczba postów : 268
Join date : 20/03/2015
Skąd : Z kaktusa... ;-;

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Lotnisko Meksyk-Benito Juarez

Pisanie by Włochy Południowe on Czw Kwi 02, 2015 3:30 pm

Wiedział, doskonale wiedział, że ta ucieczka do Meksyku nie skończy się dobrze. Che casino… Ci pieprzeni Kartoflarze znajdą go nawet na końcu świata, a co dopiero u swojego własnego sojusznika. Żeby ich szlag trafił.
Obrażając Niemców i ich matki w myślach, przysłuchiwał się konwersacji. Z każdym słowem dowódcy Vargasowi robiło się coraz bardziej słabo. Podsłuchiwali rozmowę, sukinsyny. Zaraz zaczną przeszukiwać dom, a jeśli odkryją korytarz, zarówno on, jak i Marita, skończą marnie. Wyjątkowo marnie.

~~~~

Hartmann przyglądał się Maricie obojętnie, ale stwierdził, że dziewczyna kłamie. Nie ma szans, żeby ktoś zachowywał się tak wesoło, kiedy w jego domu znienacka pojawiło się czterech SS-manów. Albo udawała idiotkę, albo naprawdę nią była.
Wzbudziła jego pełny politowania uśmiech, gdy odparła, że ona i Antonio „tylko rozmawiali o dawnych czasach”. Naprawdę myślała, że taki stary wyga jak on się nabierze na tak żałosną wymówkę? Śmieszne.
Przynajmniej nie robiła problemów z przeszukaniem domu. Hartmann wstał i kiwnął głową na swoich podwładnych, którzy również natychmiast się podnieśli. Dowódca posłał brunetce pewny siebie uśmiech.
- Bałagan? Ależ proszę pani, naszym zadaniem było przyjście tutaj i zrobienie jak największego pobojowiska – odparł. - Jak inaczej wyobraża sobie pani porządną rewizję?
Podszedł do regału z książkami i demonstracyjnie odsunął go. Zrobił to na tyle zamaszyście, że mebel przewrócił się, a książki rozsypały się na podłodze. Odwrócił się w kierunku swoich podkomendnych.
- Janz, ty przeszukasz razem ze mną parter. Katz i Geist zajmą się drugim piętrem. A piwo – zwrócił się do Marity – bardzo chętnie, ale może już po skończeniu pracy.
O ile nie skończysz w areszcie za przetrzymywanie zbiega.
avatar
Włochy Południowe
Burdelmama

Female Liczba postów : 39
Join date : 28/01/2015
Skąd : Z piekła rodem.

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Dom Marity

Pisanie by Meksyk on Pon Kwi 06, 2015 2:31 pm

[Narracja trzecioosobowa]

Widząc wywracający się mebel i upadek jej ukochanych książek, poczuła w sercu małe ukłucie. Oczywiście zniknęło ono równie szybko jak się pojawiło.
Niestety uosobienie Meksyku miało dosyć dziwny i trudny charakter.
Związane było to zarówno z jej historią i tym, że nie jest istotą doskonałą – mimo nieśmiertelności.
Jej niemoc wyrażania złości i ucieczka przed bólem nieraz sprawiały jej wiele kłopotów.
W każdym razie, Marita podeszła powoli do książek i z westchnieniem podniosła jedną z nich. Trzeba będzie się nimi zaopiekować, gdy to wszystko już się skończy – pomyślała.
Wiedziała doskonale, że jeśli Lovino zostanie odnaleziony, oboje wylądują w wyjątkowo trudnej sytuacji. Mimo to nie bała się. Może to wszystko przez to, że i tak nie miała niczego wartościowego na tym świecie? Kto wie...
- Mogę przyjrzeć się tej rewizji? Chyba nie będę przeszkadzać.  - odparła spokojnie, wciąż mając uśmiech na ustach. – Chcę sprawdzić jakie rzeczy mam już zamawiać, a jakie wysłać do naprawy. – powiedziała.
Podążyła za Katzem i Geistem na drugie piętro. Przyglądała się jaką rozróbę robili w jej mieszkaniu z uśmiechem. Nie czuła złości czy bólu. Była tylko pustka. Ciemność, która niczym mgła oplatała jej serce.
Patrzenie na to wszystko pogrążyło ją w myślach.
Zawsze zależało jej tylko na tym, żeby ktoś ją zrozumiał, był przy niej i dał oparcie w razie potrzeby.  Liczyła, że taką osobą stanie się Toni. Mimo ich początkowych stosunków, można powiedzieć, że zobaczyła w nim „ojca”. Ale wszystko co dobre szybko się kończy. Chcąc niepodległości, porzucił ją i dał pożreć niczym jagnię wilkowi USA i Francji. Cudem było, że jeszcze się trzyma.

Jej zamyślenie sprawiło, że nie zwróciła uwagi na to co robią mężczyźni.
Właśnie teraz miał być moment, kiedy jej serce prawie dostanie zawału…
avatar
Meksyk

Female Liczba postów : 268
Join date : 20/03/2015
Skąd : Z kaktusa... ;-;

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Lotnisko Meksyk-Benito Juarez

Pisanie by Włochy Południowe on Wto Kwi 07, 2015 3:07 pm

Od dawna nie rozmawiał z Bogiem, ale uznał, że może jednak warto pogadać o oszczędzeniu jego życia ze Stwórcą. Modlił się, żeby SS-mani go nie znaleźli. Tylko to mógł w tej chwili zrobić.
Prawie podskoczył ze strachu, kiedy Max przewrócił regał. Zanim go odkryją jego kryjówkę, to padnie na zawał. Cóż, wtedy Meksyk musiałaby się tłumaczyć tylko z truchła, więc chyba nie było to najgorsze rozwiązanie.

~~~~

Hartmanna cieszyło, że Meksykanka nie stawiała oporu. Niespecjalnie lubił radzić sobie z upartymi, z uległymi łatwiej było załatwić różne rzeczy. Razem z Janzem dosyć sprawnie dawali sobie radę z rewizją parteru. Mieli tylko problem z przesunięciem okropnie wielkiej skrzyni. Janz zajrzał do środka – wypełniono ją książkami, niczego podejrzanego nie zauważyli. Próbowali ją pchać, ale ich wysiłki szły na marne.
Tymczasem Katz i Geist uporali się z pierwszym piętrem jeszcze szybciej. Było mniejsze od parteru i znajdowało się tam mniej mebli. Została im tylko jedna rzecz do sprawdzenia. Katz otworzył szafę i zaczął przedzierać się przez ubrania. Dotknął tylnej ścianki. Na pierwszy rzut oka wydawała mu się dosyć normalna, ale przezorny zawsze ubezpieczony, więc…
- KATZ! GEIST! CHODŹCIE TUTAJ!
Głos ich przełożonego rozległ się w całym domu. Katz zostawił szafę w spokoju i razem z Geistem zbiegli na dół. Pomogli Hartmannowi i Janzowi przesunąć skrzynię, ale ku ich rozczarowaniu nic się za nią nie skrywało.
Max ciężko oddychał, czerwony z wysiłku, a może też i ze złości. Fałszywy alarm? Ta dziewczyna naprawdę była niewinna?
- Katz! Sprawdziliście całe drugie piętro?
- Ja, Herr Sturmbannführer!
- I coś znaleźliście?
Katz przez chwilę zastanawiał się, czy powiedzieć o tylnej ściance, ale uznał, że to zawracanie dupy.
- Nein! Czysto, Herr Sturmbannführer!
Hartmann zamknął oczy. Niech to szlag. On i jego ludzie kompletnie rozwalili niewinnej kobiecie mieszkanie. Może podsłuchana rozmowa była fałszywa? Tak czy inaczej, ktoś za to odpowie.
Odwrócił się do Marity i spojrzał jej w oczy z wymuszonym uśmiechem.
- Przepraszamy panią bardzo za te najście – skinął głową w jej kierunku. – Rozumie pani, nie możemy ignorować alarmów. Oczywiście pokryjemy wszystkie koszty naprawy sprzętów. – Przeniósł wzrok na podkomendnych. - Myślę, że to już wszystko. Czas na nas, panowie. Auf Wiedersehen! – rzucił do Marity i wraz ze swoim oddziałem opuścił progi jej domu.
avatar
Włochy Południowe
Burdelmama

Female Liczba postów : 39
Join date : 28/01/2015
Skąd : Z piekła rodem.

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Dom Marity

Pisanie by Meksyk on Wto Kwi 07, 2015 10:36 pm

[Narracja trzecioosobowa]

Tak naprawdę zorientowała co się dzieję, gdy Katz (bo tak bodajże nazywał się owy mężczyzna), zaczął przegrzebywać jej szafę, za którą krył się tajemny korytarz, w którym oczywiście znajdował się Lovino. Mężczyzna zaczął  sprawdzać tylną ścianką, a ona zamarła na jego poczynania.  Wtedy też zrozumiała, że nie ma ochoty umierać. Przecież miała tyle do zrobienia.  Chciała pojechać do Hiszpanii i zjeść razem z Tonim jego pomidory. W planach miała także zwiedzenie Włoch i  ponownie spotkanie z Feliciano. A najgorsze w tym wszystkim było to, że naprawdę zaczęła się martwić o Lovino. Nie za bardzo chciała aby coś mu się stało…  I musiała to przyznać przed samą sobą.
Jej serce ścisnęło się niemiłosiernie, a ona była pewna, że musi coś zrobić. I to szybko. Już miała się rzucić w kierunku Katza i coś wymyślić, gdy zawołał ich oficer Hartmann. Poczuła niemałą ulgę i ruszyła za nimi. Okazało się, że skupili się na jej skrzyni z książkami. Dzięki Bogu, że je tam napchała! Kufer był na tyle ciężki, że tylko Pudzian byłby w stanie go poruszyć. A co najlepsze – nie krył pod sobą niczego prócz podłogi, więc miała pewność, że nic na nią nie znajdą.  Gdy mężczyznom wreszcie udało się go przesunąć, widać było, że Hartmannowi zrobiło się głupio, albo coś w tym stylu.  Przeprosił ją i poinformował o tym, że pokryją wszystkie koszty. Choć w tej chwili nie to było dla niej najważniejsze, więc nawet nie zwróciła większej uwagi na te słowa. Mężczyźni wyszli, a ona biegiem ruszyła do swojego pokoju.  Przedarła się przez bałagan jaki zrobili Niemcy i otworzyła  szafę, a następnie fałszywą tylną ściankę.
Widząc Romano nie była w stanie wydukać ani jednego słowa. Poczuła, że uginają się pod nią nogi i upadła. Na policzkach wyczuła spływające, mokre krople. Powoli dotknęła je dłonią.
- Ja… Płaczę? – wymamrotała cicho. Skrywane emocje wreszcie „wypłynęły” na wierzch. A ona poczuła ból, przed którym zawsze uciekała. Było to okropne uczucie. Mogła je porównać jedynie do ucinania palców albo kończyn, choć ona sama nigdy takich rzeczy nie doświadczyła.
- Tak się o ciebie bałam, idioto. – powiedziała przez łzy…

//Meks... ;-;
Nie płacz kochana...
avatar
Meksyk

Female Liczba postów : 268
Join date : 20/03/2015
Skąd : Z kaktusa... ;-;

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Lotnisko Meksyk-Benito Juarez

Pisanie by Włochy Południowe on Pon Kwi 13, 2015 9:30 pm

Kiedy Hartmann zawołał swoich podwładnych, Lovino uznał, że cuda się zdarzają. Osunął się na podłogę i wypuścił wstrzymywany oddech. Wciąż nasłuchiwał – a nuż naziści zmienią zdanie i spróbują przedrzeć się przez tylną ściankę – ale dzięki Bogu SS-mani wyszli.
Dopóki drzwi się za nimi nie zatrzasnęły, Romano nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo się trząsł. Nie miał jednak czasu zajmować się dłużej tą kwestią, bo praktycznie od razu oślepił go snop światła, wpadający przez otwartą tylną ściankę. Zobaczył Maritę dokładnie w momencie, w którym upadała na ziemię.
Jeśli istniało coś, czego nie cierpiał z całego serca (nie licząc Niemców), to było to robienie za źródło wszelkich problemów. Często przypadała mu niewdzięczna rola uciążliwego choleryka, który wiecznie tylko pogarsza sytuację. I chociaż ludzie niekiedy przesadzali z narzekaniem, to zazwyczaj racja leżała po ich stronie. Włoch miał wyjątkowy talent do sprawiania kłopotów. A najbardziej bolało go, kiedy cierpieli przez niego postronni ludzie, niewinni. Tacy jak Marita.
Przyklęknął obok niej i przytulił ją mocno, uspokajająco głaszcząc po plecach. Doprowadziłeś biedną dziewczynę do płaczu. Brawo, Vargas, brawo. Coraz lepsze osiągnięcia zaliczasz.
- Cśś, uspokój się. Już poszli – wyszeptał łagodnym głosem. Sam był w szoku, ale uznał, że musi odsunąć na bok swoje odczucia i skupić się na uspokojeniu Meksyku. Nieraz zachowywał zimną krew w gorszych sytuacjach, więc nie sprawiło mu to większych trudności.
Do bólu i cierpienia przyzwyczaił się dawno, w przeciwieństwie do Marity. I gdyby cała ta sytuacja dotyczyła tylko i wyłącznie jego, prawdopodobnie po rzuceniu kilku przekleństw i krótkim szoku Lovino zostawiłby ją za sobą. Zdarzenie spłynęłoby po nim jak po kaczce. Ale ponieważ przez niego cierpiała Meksyk, Vargas czuł się podle. Jak najgorsze gówno.
- Ja… przepraszam za to wszy… - zaczął, lecz Marita mu przerwała. Zrobiło mu się sucho w ustach i zalała go fala przyjemnego ciepła.
OmójBożenajkochańszyonasięomniemartwi.
Odchylił się do tyłu, żeby spojrzeć Maricie w oczy. Otarł jej łzy spływające po policzkach i uśmiechnął się krzepiąco.
- Bella, często znajduję się w takich sytuacjach, ale zawsze jakoś udaje mi się wyjść z nich cało, więc nigdy się o mnie nie martw – zbył jej obawy łagodnie. -  Szkoda twoich cennych łez na mnie.

//I tak oto Lovino zaczął podrywać Meksyk. A Ciebie, Snyde, przepraszam za długi czas bez odpisu, ale ostatnio nie żyłam ;-;
avatar
Włochy Południowe
Burdelmama

Female Liczba postów : 39
Join date : 28/01/2015
Skąd : Z piekła rodem.

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Dom Marity

Pisanie by Meksyk on Sob Kwi 18, 2015 11:14 am

Przez chwilę mogła zobaczyć w brunecie dobrego przyjaciela, który byłby dla niej oparciem i wsparciem.  Kogoś, kogo nigdy nie miała. Miała ochotę wtulić się w niego i zostać tak na zawsze, ale…
Wtem w jej głowie zapaliła się czerwona lampka.  Jej oczy rozszerzyły się gwałtownie, gdy zrozumiała co się dzieje.
Co ja wyprawiam?! Przecież go nie znoszę!  Nienawidzę! A tu coś takiego… Przecież to… Nie powinno się wydarzyć!
Wstała gwałtownie i odsunęła się od chłopaka, odwracając głowę, tak by na niego nie patrzeć.
- Kto by tam płakał dla ciebie! –wyrzuciła z siebie głośno. Ręką dotknęła jeszcze wilgotnych policzków. Dopiero teraz zorientowała się, że jej twarz pokrywa ogromny  rumieniec .
- My… Znaczy się… Chyba powinniśmy trochę posprzątać…  - zaczęła nieśmiało. Próbowała na niego spojrzeć, ale nie była wstanie. Poczuła wewnętrzne rozdrażnienie.
Co się ze mną dzieje?  Co to za irytujące uczucia? Nie chcę i nie potrzebuję ich!
Zresztą! – wykrzyknęła pełna frustracji. Marita wybiegła z pokoju a następnie wpadła na przedpokój, by jeszcze raz przyjrzeć się burdelowi, jaki sprowadzili na nią Niemcy. Jak można było się spodziewać, w kuchni panował kompletny bałagan, a salon zniknął pod stosami rozrzuconych przedmiotów. Wtedy usta Meksyku wykonały coś, co nie było zwykłym wdechem. Wciągnęła powietrze z  taką siłą i gwałtownością, że wcale nie zdziwiłaby się, gdyby jakaś rzecz utknęła jej w gardle.
Czemu nic nie układa się po mojej myśli?  Westchnęła cicho i postanowiła zabrać się do roboty.


Ostatnio zmieniony przez Meksyk dnia Nie Kwi 19, 2015 10:07 pm, w całości zmieniany 1 raz
avatar
Meksyk

Female Liczba postów : 268
Join date : 20/03/2015
Skąd : Z kaktusa... ;-;

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Lotnisko Meksyk-Benito Juarez

Pisanie by Włochy Południowe on Sob Kwi 18, 2015 9:51 pm

Przez gwałtowny ruch Meksyku, którego się zupełnie nie spodziewał, padł jak długi na ziemię. Był zbyt oszołomiony i zaskoczony zachowaniem Marity, żeby wstać. Leżał więc do momentu, w którym dziewczyna wyszła z pokoju.
Tekst o płakaniu, chociaż nie zamierzał się do tego przyznawać nawet przed samym sobą, nieco go zabolał. Z czasem stał się odporniejszy, ale gdyby usłyszał podobną rzecz trzy stulecia temu, najprawdopodobniej się rozbeczałby przy wszystkich świadkach. W tej chwili lęk, że nikt go nie kocha, nie potrzebuje, a tym samym nie martwi się o niego, trochę zelżał… Albo Lovino nauczył się go ukrywać w zakamarkach swojej psychiki.
Samo odrzucenie nie zrobiło na nim aż takiego wrażenia. Co prawda było niespodziewane, lecz zdążył się już przyzwyczaić do takich zajść. Poza tym jasne jak słońce stało się dla niego, że Meksyk sama ma problem ze swoimi uczuciami. Doszedł do wniosku, że prawdopodobnie starał się to rozegrać za szybko. Musi nieco zwolnić tempo, dać jej trochę czasu. Piano, piano, byleby się nie śpieszyć. Dziewczyna ostatnio dużo przeżyła przez niego, nie powinien jej obciążać.
Z tą i innymi myślami w głowie zabrał się za porządkowanie drugiego piętra. Nie wiedział, jak Marita układała na półkach książki czy inne przedmioty, ale uznał, że najwyżej je sobie poprzestawia. Sprzątanie zawsze szło mu wyjątkowo słabo, tak więc pomieszczenia po skończonej robocie nie wyglądały na całkowicie uporządkowane, lecz przynajmniej był tam mniejszy burdel niż po wyjściu nazistów.
Zszedł na dół, chcąc sprawdzić, czy Meksyk już się uspokoiła. Przekrzywił głowę, patrząc, jak przywraca ład w swoim domku.
- Marita? Mogę ci jakoś pomóc? – zapytał.
avatar
Włochy Południowe
Burdelmama

Female Liczba postów : 39
Join date : 28/01/2015
Skąd : Z piekła rodem.

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Dom Marity

Pisanie by Meksyk on Nie Kwi 19, 2015 10:06 pm

Sprzątanie ją trochę uspokoiło. W końcu miała na czym wyżyć swoją (ostatnimi czasy) nagromadzoną energię.  Większość rzeczy wróciła do poprzedniego stanu, choć kilka z nich zostało całkowicie zniszczonych. Miała nadzieję, że ci Niemcy spełnią swoje postanowienie i wyślą jej pieniądze za wyrządzone szkody. Inaczej nie była pewna czy zdołałaby je odnowić/naprawić za pieniądze, które wysyła jej szef… Nagle usłyszała szuranie na górze. Zapewne był to Lovino. Czyżby postanowił trochę posprzątać? Gdy się tak nad tym zastanowić, zrobiło jej się trochę głupio, że tak na niego nawrzeszczała. Choć w pewnym sensie to wszystko była jego wina! Albo przynajmniej większość…
Powróciła do drobnych poprawek. Kilka minut później zjawił się szatyn i zdziwił ją swoim pytaniem. Naprawę po tym wszystkich chciał jej pomóc? Ona sama, gdyby ktoś powiedział jej to co ona powiedziała Romano, zdenerwowałaby się i nie chciała widzieć tej osoby ever, forever.
Choć jakby nie patrząc to wciąż nie była moja wina! To on zaczął to całe flirtu-śmintu.
W każdym razie… Posłała mu zmęczony uśmiech.
- Nie trzeba. Zresztą oboje jesteśmy zmęczeni  tym dniem, nieprawdaż? Co ty na to abyśmy wcześniej położyli się spać? Jutro bym tu jeszcze trochę ogarnęła , a potem poszlibyśmy na miasto. Pasuje ci to? – zapytała. Kątem oka spojrzała za okno. Zaczynało się już ściemniać. Doprawdy ten dzień zleciał strasznie szybko… Spojrzała z powrotem na Lovino. Z jednej strony coś mówiło jej by go przeprosić, z drugiej coś innego stwierdziło, że nic nie jest mu nic winna. Przymknęła oczy, a z jej ust wypadły słowa, nad którymi nie była nawet w stanie się zastanowić.
- Tak właściwie to… Przepraszam. – mruknęła cicho.  – Za wcześniej… Znaczy.. .  Nie chciałam, żeby to tak zabrzmiało…

//Matko boska, te powtórzenia ;-; Brak synonimów,brak po prostu...
avatar
Meksyk

Female Liczba postów : 268
Join date : 20/03/2015
Skąd : Z kaktusa... ;-;

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Dom Marity

Pisanie by Włochy Południowe on Pią Kwi 24, 2015 11:01 pm

//E tam, nie przesadzaj, nie jest źle. Spójrz lepiej na mój post - nie dość, że tyle czasu czekałaś, to jeszcze efekty niespecjalnie dobre...

Był przyzwyczajony do różnych scen, jakie odstawiały przedstawicielki płci żeńskiej. Rozumiał, hormony, humory, PMS, kobieca logika, sryliard innych czynników. Taka uroda kobiet, co poradzić. A poza tym musiał przyznać, że niekiedy zachowywał się po chamsku. To, co zrobiła Meksyk, nawet nie kwalifikowało się do Top 20 najgorszych sytuacji z kobietami, jakich doświadczył Romano. Zresztą sam, będąc facetem, potrafił powiedzieć pięć razy gorsze rzeczy do osoby dziesięć razy dla niego ważniejszej, więc wyszedłby na niezłego hipokrytę, gdyby obraził się na Maritę.
Ponadto dziewczyna mu się podobała, co było najprawdopodobniej pierwszym i najważniejszym powodem, dla którego nie robił z tego problemu.
Wzruszył ramionami i odwzajemnił uśmiech.
- Jak chcesz, możemy się już położyć. Ale wyjście na miasto to kiepski pomysł - stwierdził, ziewając. - Jestem poszukiwany w całej cholernej Rzeszy i u wszystkich sojuszników. Skoro ci pieprzeni naziole byli w stanie mnie znaleźć w twoim domu, to co dopiero na mieście. Nie mogę sobie spacerować ot tak - pstryknął palcami. - I tak już za dużo kłopotów ci narobiłem.
Westchnął ciężko. Był wtorek, a o ile pamięć go nie myliła, samolot miał w czwartek rano. Musiał więc nie dać się złapać przez nieco ponad jeden dzień. Chyba nie jest to poza moimi możliwościami? Kuźwa, wydawało mi się, że sobie z palcem w dupie poradzę i spędzę tu dwa spokojne dni, ale nie, ci cholerni Kartoflarze musieli się napatoczyć... Trzeba być bardziej ostrożnym. Potrząsnął głową, kiedy Meksyk wyrwała go z rozmyśleń.
- To ja powinienem cię przeprosić - odezwał się, uciekając wzrokiem w bok. - Przyjęłaś mnie z gościną, narażając swoje życie, a ja jak ostatni debil naraziłem cię na niebezpieczeństwo. No i to potem... Przepraszam. - Posłał jej gorzki uśmiech. - Zresztą, w sumie miałaś rację, dla mnie nie warto płakać.
Odwrócił się i zaczął iść w stronę swojego pokoju.
avatar
Włochy Południowe
Burdelmama

Female Liczba postów : 39
Join date : 28/01/2015
Skąd : Z piekła rodem.

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Dom Marity

Pisanie by Meksyk on Pon Kwi 27, 2015 8:50 pm

// Tobie zawsze wszystko ładnie wychodzi. ;-;

Po raz pierwszy pomyślała, że miło byłoby pogodzić się z Lovino.  Niestety chłopak wcale jej tego nie ułatwiał. Fakt, że przyznał jej rację wzbudził w niej gniew.  W przeciwieństwie do niej miał osoby na które mógłby liczyć. A ona? Nie sądziła, żeby ktokolwiek się o nią martwił, gdyby zniknęła.  Może miała kilku "przyjaciół", ale nie była pewna czy można by ich nazwać "dobrymi przyjaciółmi". Takimi od serca. Którzy byliby ją w stanie zrozumieć…
Jej wzrok spoczął na oddalającej się sylwetce szatyna. Jego oczy przed chwilą wyglądały tak smutno. Przypominał dziecko, które potrzebuje pocieszenia lub przyjaciela. Czy byłaby w stanie zaprzyjaźnić się z nim? Zapomnieć o zazdrości,przeszłości i przełknąć dumę?
Walić wszystko!  
Podbiegła do chłopaka i złapała go za nadgarstek, zatrzymując go. Spojrzała mu prosto w oczy.
- Powinieneś dostać w twarz za te słowa. Zgadzanie się ze mną to jedna z najgorszych rzeczy jaką można zrobić… Nie wierzę, że to mówię, ale…  Jesteś warty każdej łzy i każdego uśmiechu. Fakt, że do cholery przeprosiłeś mnie i wyglądałeś jakbyś naprawdę się tym wszystkim przejmował, sprawia, że mam ochotę być dla ciebie miła. A najgorsze jest to, że mam wrażenie, że byłabym w stanie się z tobą zaprzyjaźnić. – wzięła głęboki oddech i puściła chłopaka. – Nie mogę się nadziwić, że to się dzieje, jednak mam już dość siebie samej niektórych kwestiach. – westchnęła i ukosa spojrzała na Lovino – Czy...między nami zgoda? – mruknęła nieśmiale.
avatar
Meksyk

Female Liczba postów : 268
Join date : 20/03/2015
Skąd : Z kaktusa... ;-;

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Lotnisko Meksyk-Benito Juarez

Pisanie by Włochy Południowe on Czw Kwi 30, 2015 9:02 pm

//Dziękuję :3 Ale Ty wcale nie piszesz gorszych postów ode mnie ^^

O ile pamiętał, nikt mu wcześniej nie powiedział, że powinien dostać w twarz za swoje słowa. Ludzie zazwyczaj nie bawili się w groźby i od razu dawali mu po mordzie, gdy przegiął. Stwierdził więc, że musiał nastąpić pewien progres w jego zachowaniu. Najprawdopodobniej tylko i wyłącznie dlatego, że Meksyk była śliczną, uroczą dziewczyną, ale mniejsza z tym.
Prawdę mówiąc, miał cichą nadzieję, że Marita go zatrzyma i nie zawiódł się. Wyglądało na to, że mówi prawdę, co wywołało lekki uśmiech na jego twarzy. Słodka dziewczyna,  jedna z najsłodszych, jakie dane mu było poznać. Tekst o każdej łzie i każdym uśmiechu zadziwiająco przypominał mu o różnych rzeczach, które mówił, by poderwać panienki. Meksyk go oczywiście nie podrywała – to było jego zadanie – ale całą jej przemowę Lovino skwitował w głowie jednym słowem. Rozbrajająca.
…przynajmniej dopóki nie padło słowo „zaprzyjaźnić”.
Każdy facet na świecie, który kiedyś starał się o względy jakiejś kobiety, wie, że najgorsze jest odrzucenie poprzez krótkie, pozornie niewinne zdanie „Zostańmy przyjaciółmi.”. Włoch poczuł się, jakby dostał obuchem w głowę. Starał się, a tu propozycja przyjaźni. Gdzie jest sprawiedliwość?
Ale, ale. Znał Meksyk od jakiegoś czasu, ale nigdy nie był z nią zbyt blisko, więc może ta… „przyjaźń” to sposób na poznanie jej lepiej? W końcu łatwiej podrywa się kogoś, kogo się już trochę zna.
Pocieszony tą myślą, rozluźnił się i uśmiechnął przyjaźnie.
- Marita, przecież nigdy nie byłem na ciebie zły. Oczywiście, że zgoda.
Pomyślał, że ostatnio za często się uśmiecha. A co, jeśli od tego wykrzywiania gęby tak już zostanie na stałe? Nie, musi jak najszybciej wracać do siebie i nadrobić normę dziennego wydzierania się na ludzi. Jednak, szczerze mówiąc, zupełnie nie miał na to ochoty.
avatar
Włochy Południowe
Burdelmama

Female Liczba postów : 39
Join date : 28/01/2015
Skąd : Z piekła rodem.

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Dom Marity

Pisanie by Meksyk on Sro Maj 13, 2015 10:19 pm

//Chyba będę musiała zmienić jej charakter... Jak nie tsundere z niej powstanie to nie wiem co ;-;

Jej serce zabiło mocniej, tak, że miała wrażenie, że zaraz wyrwie się z piersi. Przez chwilę musiała wstrzymać oddech.
Uroczy...
Twarz pokrył jej głęboki rumieniec, a ona poczuła jakąś wewnętrzną ulgę i spokój. Doprawdy, to było tak jakby ktoś zdjął jej kamień z serca. Miłe uczucie…
Na jej ustach nieświadomie zabłądził delikatny, czuły uśmiech. Taki, którym dawno nie obdarzała nikogo.
- Cieszę się. W takim razie dobranoc~ - powiedziała.  Ruszyła przed siebie i już miała zniknąć za rogiem, kiedy zatrzymała się gwałtownie. Odwróciła się z powrotem w stronę Lovino.
-Powinieneś częściej się uśmiechać. Ładniej ci tak, niż z tą krzywą linią na twarzy… - zaśmiała się pod nosem i poszła do swojego pokoju. Będąc wewnątrz szybko przebrała się w piżamę i położyła na łóżku.  Spojrzała w sufit.
Nie wierzę, że tyle rzeczy stało się dzisiaj. Najpierw telefon Antonio, później przyjazd Lovino, a potem rozróba Niemców.  Jak na mnie to i tak za wiele… Choć przynajmniej było ciekawie. Zresztą, wszystko byłoby w porządku , gdyby nie moje emocje…  Troska? Zauroczenie? A może miłość? To wszystko wydaje mi się takie obce, takie trudne do zrozumienia.
Zdaje się, że mam Romano na wyciągnięcie ręki…
Uniosła dłoń do góry.  …a jednak jest tak daleko. Należało by się pogodzić z faktem, że tak naprawdę podziwiałam go w dzieciństwie.  Był inny ode mnie, od nas wszystkich… Zacisnęła dłoń w pięść. Postanowione. Na swoje możliwości  wyciągnę do niego rękę i zrobię coś z tym wszystkim. Nie będę czekać, aż życie samo podłoży mi rozwiązanie pod nos. A teraz… Ziewnęła głośno. Chyba położę się spać.
Ale jak to bywa mruczenie różnych słów podczas snu oznajmia nam o czym tak naprawdę myśli nasza droga bohaterka.
- Lovi… - mruknęła pod nosem.

//Matko... A ta myśli tylko o jednym >_>
Tak właściwie to przepraszam, że tak długo nie odpisywałam ale.. no cóż nie mogłam. Jakoś tak wychodziło~
avatar
Meksyk

Female Liczba postów : 268
Join date : 20/03/2015
Skąd : Z kaktusa... ;-;

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Lotnisko Meksyk-Benito Juarez

Pisanie by Włochy Południowe on Nie Maj 17, 2015 3:09 pm

//Aw, aw, awww~! Borze sosnowy, ile cukru, ile słodyczy <3 Dawno nie pisałam tak uroczego shipa.
I nie szkodzi, i tak mnie nie było przez większość tego czasu :P


Czysta słodycz.
Nie sposób opisać, jak urocza była Meksyk w oczach Romano. Zwłaszcza, kiedy się zarumieniła. I ten lekki, cudowny uśmiech… Mógłby na nią patrzeć godzinami.
Ale Marita miała rację, musieli odpocząć. Piękne kobiety pięknymi kobietami, ale jeśli Lovino nie dotrze w ciągu pięciu minut do łóżka, to zaśnie na stojąco.
- Buenas noches – odparł i ziewnął. Sennym krokiem skierował się do swojego pokoju, ale udało mu się jeszcze usłyszeć uwagę dziewczyny. Zatrzymał się i wpatrywał przez chwilę w miejsce, gdzie zniknęła Meksyk. Pokręcił głową i zaśmiał się cicho, po czym wszedł do pokoju i padł na łóżko.
~~~
Obudził się o nieludzkiej godzinie, to znaczy o 8.30. Nigdy nie rozumiał, jak można wstać przykładowo o szóstej rano i być pełnym energii. Najgorsze, że takie ranne ptaszki zazwyczaj próbowały zarazić swoim szatańskim wigorem także inne, normalne osoby. Szczebiotały wesoło i zagadywały tych jeszcze nieobudzonych, chcąc nawiązać rozmowę, w której tamci mówiliby coś więcej niż „mhm”, „yhm”, „y-ym” i podobne. Było to niezmiernie irytujące, dlatego Włoch nie cierpiał ludzi wstających o poranku. Poranków także nie znosił. Ludzi zresztą też nie.
Miał nadzieję, że kiedy zejdzie do kuchni i zastanie tam Meksyk, dziewczyna nie będzie próbowała nawiązać z nim rozmowy wzorem rannych ptaszków, ale gdy już zszedł na dół, okazało się, że Marity tam nie ma. Lovino uznał, że pewnie jeszcze śpi – po wczorajszym dniu nie dziwiło go to.
Dopóki Vargas nie wypije pierwszej kawy, przypomina zombie, zarówno pod względem myślenia (a raczej niemyślenia), jak i poruszania się. Stwierdził, że Meksyk nie powinna się obrazić, jeśli zrobi sobie kawę. Ku jego uciesze, na blacie stał solidny ekspres. Po krótkiej chwili Romano raczył się porządnym cappuccino i wracał do życia.
Jego śniadanie było przeważnie skromne; składało się tylko z kawy i cornetto, cannoli tudzież innej słodkiej bułeczki. Jednak o ile pamiętał meksykańskie zwyczaje, u Marity jedzono raczej obfity pierwszy posiłek. Kilku dań nie przygotuje, ale może spróbować ugotować chociaż jedną rzecz. Kiedyś uczył się robić enchiladas i wyszło całkiem niezłe. Przepis pamiętał, w lodówce znalazł trochę mięsa z indyka, więc czemu nie?
Dwadzieścia minut później gotował indyka, jednocześnie starając się podsmażać sos i przypomnieć sobie, czy na pewno wszystko robi dobrze. Miał wrażenie, że coś spieprzył, ale nie wiedział co. Trudno, najwyżej Meksyk go ochrzani za zmarnowanie składników.
avatar
Włochy Południowe
Burdelmama

Female Liczba postów : 39
Join date : 28/01/2015
Skąd : Z piekła rodem.

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Dom Marity

Pisanie by Meksyk on Sob Maj 23, 2015 1:22 pm

//Niezadługo będziemy rzygać tęczą~!

DRRRRRR!

Przeraźliwy dźwięk budzika wyrwał niczego nie spodziewającą się brunetkę ze snu.  Dziewczyna niechętnie otworzyła oczy i  podniosła się z łóżka. Przetarła ręką jeszcze zaspane złote oczy, a następnie wyciągnęła z szafy kilka ubrań i ruszyła do łazienki.  Tam wzięła krótki prysznic, po czym szybko się ubrała. Gotowa poszła do kuchni. Miała wrażenie, że o czymś zapomniała. Tylko co to mogło być?
Poczuła unoszące się zapachy śniadania. Ktoś był w domu? Zajrzała do pomieszczenia, a tam przy kuchence stał Lovino.  Z zaskoczeniem, przypomniała sobie o jego obecności. Całkiem o nim zapomniała!
Wczorajszy dzień był niczym sen…  pomyślała. Ale w pewnym sensie cieszę się, że był prawdą...
Z lekkim uśmiechem podeszła do chłopaka i zajrzała mu przez ramię.
- Co tam gotujesz? – spytała. – Pachnie cudownie. – stwierdziła. Teraz, dziwnym trafem, towarzystwo Lovino, nawet ją pocieszało. Dom, który zazwyczaj był pusty, zaznał gościa. Jak miło.
Choć to tylko do jutra… Jej uśmiech nagle zmalał. Czego ona się spodziewała? Że zostanie z nią na zawsze? Z jej ust wydarło się krótkie westchnięcie. Naiwne.


Ostatnio zmieniony przez Meksyk dnia Czw Cze 04, 2015 4:13 pm, w całości zmieniany 1 raz
avatar
Meksyk

Female Liczba postów : 268
Join date : 20/03/2015
Skąd : Z kaktusa... ;-;

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Lotnisko Meksyk-Benito Juarez

Pisanie by Włochy Południowe on Pią Maj 29, 2015 8:28 pm

//Pewnie tak~.

Mało brakowało, a przypaliłby sos. Wymruczał wiązankę włoskich przekleństw pod nosem, którą przerwał, gdy usłyszał kroki Marity. Odwrócił głowę i uraczył ją uśmiechem.
- Buongiorno – powitał ją pogodnie. Nie umknęło jego uwadze, że mimo porannej pory, Meksyk prezentowała się nienagannie. Gustowne ubrania, ujmujący uśmiech, ułożone włosy… Tymczasem sam Romano nadal był w piżamie i wyglądało na to, że mimo kawy jeszcze nie obudził się do końca. – Wyspałaś się?
Miał ochotę dać jej całusa w policzek, kiedy zajrzała mu przez ramię. Zamiast tego żartobliwie lekko pacnął ją chochlą w nos. W efekcie została na nim mała plamka sosu.
- Nie interesuj się, to niespodzianka – odparł, pokazując jej język. – I dziękuję, staram się, żeby moje dania były przynajmniej zjadliwe.
W rzeczywistości starał się, aby przygotowane przez niego posiłki mieściły się w skali od „pyszne” do „niebo w gębie”. Mógł być leniwym Włochem, który wszystko robi na „odwal się”, ale gdy chodziło o kuchnię, stawał się stuprocentowym perfekcjonistą.
- Za parę minut będzie gotowe – oznajmił. – Ale przyjrzyj się, na pewno nie poznajesz tego dania?
Poczuł jakiś irracjonalny strach, że Meksyk odpowie „nie” i okaże się, że wszystko równo schrzanił. Cavolo, a jeśli pomieszały mi się przepisy?
avatar
Włochy Południowe
Burdelmama

Female Liczba postów : 39
Join date : 28/01/2015
Skąd : Z piekła rodem.

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Dom Marity

Pisanie by Meksyk on Czw Cze 04, 2015 5:19 pm

-  Em..Um… Tak wyspałam się. – mruknęłam cicho. Mam dziwne wrażenie, że śniło mi się coś, co nie powinno. W każdym razie…
Gdy chłopak pacnął mnie chochlą w czubek nosa, z lekkim naburmuszeniem wytarłam małą plamkę sosu, która na nim została. Minął krótki moment, a Lovino oznajmił, że śniadanie będzie za kilka minut. Na jego zmartwione słowa, zaśmiałam się głośno. W tym momencie chciałabym mu powiedzieć, że jednak nie, ale obiecała sobie, że będę dla niego miła.
Może następnym razem dam upust swojej drobnej złośliwości.
- Oczywiście, że tak. Jak mogę nie znać jednego z tradycyjnych dań mojego kraju? – powiedziałam. Chwilę później danie trafiło na stół. Szybko zabrałam się do jedzenia. Jęk przyjemności opuścił moje usta. Zapach był cudowny, ale smak jeszcze lepszy.
- Przepyszne! Dawno nie jadłam czegoś tak dobrego! Enchiladas zakupione w mieście nie mogą się równać z tymi~! - stwierdziłam. Spojrzałam na niego radością w oczach.
Doprawdy wspaniały z ciebie kucharz, Lovi ! Mógłbyś mi zawsze gotować! – Po tych słowach zamarłam. Nie mógłby… Przecież już jutro go nie będzie... Po moim policzku spłynęła pojedyncza łza, którą szybko wytarłam. Na moich ustach zagościł smutny uśmiech. Ponownie zaczęłam jeść.
-  Tak… Naprawdę pyszne… - mruknęłam już ciszej.
avatar
Meksyk

Female Liczba postów : 268
Join date : 20/03/2015
Skąd : Z kaktusa... ;-;

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Lotnisko Meksyk-Benito Juarez

Pisanie by Włochy Południowe on Sob Cze 06, 2015 6:51 pm

Dzięki Bogu, jednak jego danie przynajmniej z wyglądu przypominało enchiladas. Ze smakiem jeszcze nie wiadomo, ale może nie będzie tragedii. Może.
Napełnił tortille farszem, przełożył je na talerze i podał do stołu. Celowo sam wstrzymał się chwilę z jedzeniem, chcąc najpierw zobaczyć reakcję Meksyku. Kiedy dziewczyna stwierdziła, że enchiladas mu wyszło, rozluźnił się i zaczął jeść.
- Grazie, grazie mille – odparł uradowany. Marita doceniła meksykańską kuchnię w wykonaniu Włocha, to powód do dumy. Może jednak nie ma takiego pecha w życiu, jak myślał? – Przyznam się, że kuchnia twoich ludzi zawsze mi smakowała, więc nauczyłem się gotować parę potraw – pochwalił się i zaraz tego pożałował.
Przecież jeśli poprosi go, żeby ugotował coś jeszcze, to na pewno to spieprzy! Skoro to danie jakimś cudem zrobił dobrze, to w myśl zasady, że dobra passa nigdy nie trwa długo, następne potrawy schrzani po całości! Boże, ale wstyd. Puttana la miseria, w co ja się wpakowałem!
Stwierdził, że musi być pieprzonym jasnowidzem, bo chwilę później Marita rzeczywiście powiedziała, że mógłby gotować jej cały czas. Cazzo. Zrobił dobrą minę do złej gry i uśmiechnął się.
- Ależ oczywiście, że mógłbym. Dla ciebie wszys… - urwał, widząc łzę spływającą po policzku Meksyku.
Jezus, czy on znowu coś powiedział? Coś zrobił? Danie było tak złe? Nie, przed chwilą powiedziała, że było pyszne, lecz kobiety się szybko rozmyślają… Więc o co chodzi? Marita z powrotem zabrała się za jedzenie, ale nie mógł ot tak zostawić tej sprawy. Nachylił się w jej stronę i spojrzał jej w oczy, uśmiechając się delikatnie.
- Bella, co się stało? Powiedziałem coś nie w porządku? – zapytał, a w jego głosie zabrzmiała nuta zmartwienia.
avatar
Włochy Południowe
Burdelmama

Female Liczba postów : 39
Join date : 28/01/2015
Skąd : Z piekła rodem.

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Dom Marity

Pisanie by Meksyk on Czw Lip 02, 2015 5:30 pm

Spojrzałam zaskoczona na chłopaka. W pomieszczeniu zapadła głucha cisza., a jak głupia, bez słowa wpatrywałam się w bruneta. Wreszcie opuściłam głowę i odłożyłam widelec trzymany w dłoni.
- To nie twoja wina. Po prostu… -zaczęłam. - To nic… - westchnęłam. Wiedziałam, że powinnam powiedzieć Lovino o swoich zmartwieniach, ale po prostu się bałam. Bałam się tak wielu rzeczy.
Wyśmiania, litości, zaufania, a w szczególności samotności.
Niepewnie podniosłam wzrok na chłopaka.
- Zaczynam zachowywać się jak typowa baba. – zaśmiałam się ponuro. – Mówię, że nic się nie dzieje, a jednak przez to płaczę. Idiotyzm, prawda? – odparłam.
- Jakby nie patrząc wszystko sprowadza się do mojego egoizmu. Po prostu chciałabym, żeby ktoś na jakiś czas mnie odwiedził, porozmawiał. Rozumiem, że jest wojna i w ogóle, ale mimo wszystko… Czuję się tak maldito samotna. Gdy przyjechałeś, początkowo nie byłam zadowolona z takiego obrotu spraw, ale teraz z muszę stwierdzić, że… - przetarłam ręką łzy, które nie wiadomo kiedy zaczęły spływać po mojej twarzy. – Będę za tobą cholernie tęsknić.
avatar
Meksyk

Female Liczba postów : 268
Join date : 20/03/2015
Skąd : Z kaktusa... ;-;

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Lotnisko Meksyk-Benito Juarez

Pisanie by Włochy Południowe on Pią Lip 17, 2015 10:40 pm

//ten post jest zły ;-;

Jego pesymistyczne nastawienie nie założyło takiego obrotu spraw. Czyli to jednak nie przez niego płacze! Znaczy, poniekąd przez niego, ale w tym dobrym sensie.
Postanowił jej nie przerywać i cierpliwie poczekać, aż przestanie mówić. Gdy skończyła, uśmiechnął się ciepło i otarł jej łzy z twarzy.
- Marita – zwrócił się do niej łagodnym tonem – w tej chwili nic nie jest łatwe. Samotność to paskudna sprawa i w dzisiejszych czasach dotyka prawie wszystkich. Trwa zimna wojna, a ja dowodzę unią państw sprzymierzonych przeciw nazistom. Ty jesteś sojuszniczką Rzeszy i teoretycznie nie powinniśmy w ogóle rozmawiać, zwłaszcza że jestem poszukiwany za szpiegostwo – oświadczył neutralnym tonem, po czym wstał i zaczął chodzić po pokoju. Po około pół minuty stanął i uśmiechnął się pod nosem. – Na nasze szczęście, jestem znany ze swojego absolutnego braku poszanowania dla wszelkich zasad. Oraz z krętactwa – dodał po namyśle. Może to była niezbyt chlubna umiejętność, ale jaka pożyteczna! – I jedno, i drugie umożliwia czasem dokonanie czegoś niemożliwego. Dlatego też nie sądzę, abym w przyszłości nie mógł cię odwiedzić albo vice versa… Oczywiście jeśli chciałabyś przyjechać do burdelu, jakim obecnie są Włochy – westchnął ciężko. – Ale mogę ci obiecać, że nie zostawię cię samej sobie.
avatar
Włochy Południowe
Burdelmama

Female Liczba postów : 39
Join date : 28/01/2015
Skąd : Z piekła rodem.

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Lotnisko Meksyk-Benito Juarez

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach