[Anglia] Londyn - Pałac Westminster

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

[Anglia] Londyn - Pałac Westminster

Pisanie by Prusy on Czw Lut 26, 2015 7:06 pm


Miasto zmieniło się wielce w ciągu ostatnich dekad. Zostało znacznie rozbudowane oraz przebudowane, ulice dostały nowe nazwy.
Big Ben, Westminster, pałac Buckingham? Stoją nadal, a jakże. Mają jednak nowe oblicze. Na każdym, zamiast brytyjskiej flagi, faluje na wietrze szkarłatny sztandar ze swastyką.
Czarne taksówki wciąż mkną wzdłuż Tamizy, londyńczycy wciąż piją herbatę
at five 'o clock. Tron co prawda stoi pusty, ale wydaje się, że większość ludzi zdążyła zapomnieć już o królu czy królowej. Szczególnie młode pokolenia, które oficjalnie nigdy o nich nie słyszały...

Ach, Londyn.
Mgła, chmury i deszcz. Właśnie tak Gilbert zapamiętał stolicę Anglii. Cóż, jak widać, przez ostatnie lata pogoda się nie zmieniła. Gęsta, mleczna mgła nadal opadała na dachy modernistycznych, monumentalnych budynków. Bure chmury wciąż zakrywały wszystkie skrawki nieba. A rzęsisty deszcz stale dudnił w szyby mknących ulicami samochodów. Wszystko takie samo.
Tylko swastyk jakby więcej.
Prusy poprawił się na siedzeniu. Niewygodnie usiadł, a teraz rękojeść tego przeklętego sztyletu wbijała mu się w brzuch. Szlag by to. Nie mógł nawet porządnie zakląć na głos, bo przecież w obecności dyplomaty "nie wypadało"... Gilbert od samego początku, jeszcze przed wylotem z Berlina, czuł, że to nie będzie przyjemna podróż.
Nosz do jasnej cholery, miał plany na jutro! Szykował się taki wspaniały wieczór, piwo, skat, znośne towarzystwo i najlepsze dziwki. A co na to dowództwo?
Haha, nie, jedziesz do Londynu pilnować ambasadora.
Dawno nie psioczył na nich tak, jak dzisiaj. Ten polityk był jakiś niedorozwinięty, że musiał mieć obstawę? Wątpił, przecież rozwiązali kwestię ludzi chorych psychicznie już dawno temu. A skoro już musieli kogoś wysyłać do tej Anglii, to czemu akurat jego? Westchnął w duchu. Może się chociaż pośmieje.
Kątem oka spojrzał na mężczyznę siedzącego obok. Samochód gładko sunął w stronę Tamizy. Jak dobrze pójdzie, jutro po południu będzie z powrotem w Niemczech.
– Współczuję panu – zaczął nagle Prusy. Co z tego, że kłamał. Cisza powoli zaczyna go nużyć. – Nic, tylko się powiesić przy takiej pogodzie.
Na horyzoncie, poprzez mgłę, zaczął majaczyć zarys pałacu Westminster – cel ich podróży.

_________________
Der Schwur erschallt, die Woge rinnt,
Die Fahnen flattern hoch im Wind:
Am Rhein, am Rhein, am deutschen Rhein,
Wir alle wollen Hüter sein.

So führe uns, du bist bewährt;
In Gottvertrau'n greif' zu dem Schwert!
Hoch Wilhelm! Nieder mit der Brut!
Und tilg' die Schmach mit Feindesblut!
avatar
Prusy
Esesmańska Menda

Female Liczba postów : 31
Join date : 28/01/2015
Skąd : A z Mordoru.

Zobacz profil autora http://darth-sky.deviantart.com/

Powrót do góry Go down

Re: [Anglia] Londyn - Pałac Westminster

Pisanie by Führer on Pią Lut 27, 2015 8:09 pm

Dobra, zróbmy z niego idiotę.
Mało kto wiedział, dlaczego to akurat Ingolf von Kohler miał zostać ambasadorem. Sam Niemiec też nie wiedział, dlaczego jego spotkał ten zaszczyt. Tak, znał angielski perfekcyjnie, ale poza tym nie wiedział o Anglii praktycznie nic.
Nie dotarła do niego informacja, że jego dotychczasowy szef ma najzwyczajniej w świecie dość jego niezmiernej głupoty, a nie może go zwolnić, bo Ingolf był synem jego najlepszego przyjaciela, a zarazem partnera od interesów. Więc ze względu na świetną znajomość języka postanowiono wysłać Ingolfa do Anglii. Niech inni męczą się z problemem.
Ingolf patrzył przez okno jak dziecko ze wsi, które pierwszy raz w życiu pojechało do miasta i oszołomione obserwuje ogromny ruch na ulicach i wielkie budowle. Sytuacja była analogiczna - może urodził się i wychował w Berlinie, a nie na Zadupiu Dolnym, ale nigdy nie podróżował. Widok Anglii go całkowicie pochłonął. Na tyle, że z otwartymi ustami przyciskał twarz do szyby tak mocno, że ledwo mógł oddychać spłaszczonym nosem.
Oderwał się od tego dopiero wtedy, gdy usłyszał głos Gilberta. Uśmiechnął się głupawo.
- Eee, nie jest tak źle! - stwierdził pogodnie. - U nas przecież też czasem pada!
Nie docierało do niego to, że w Londynie zawsze pada.
Spostrzegł pałac Westminster w oddali. Chociaż był krótkowidzem, nie nosił okularów, więc zmrużył oczy, żeby go lepiej zobaczyć.
- Ej, to my tam jedziemy? - zapytał zaciekawiony.
avatar
Führer
Mesjasz Niemieckiego Narodu

Male Liczba postów : 47
Join date : 26/01/2015
Skąd : Z Equestrii.

Zobacz profil autora http://aph-die-neue-ordnung.forumpl.net

Powrót do góry Go down

Re: [Anglia] Londyn - Pałac Westminster

Pisanie by Prusy on Pią Lut 27, 2015 9:49 pm

Im dłużej Prusy przyglądał się mężczyźnie i jego dziwnemu zachowaniu, umacniał się w przekonaniu, że trafił na osobę niedorozwiniętą. Dyplomata z dziecięcą fascynacją wpatrywał się w szybę. Znaczy, to nie było nawet wpatrywanie – on wsadzał w nią nos. Na co dzień politycy się tak nie zachowywali. Z drugiej strony, jeśli miałby trafić na jakiegoś nadętego bufona... Wolał kretyna, zdecydowanie.
A najbardziej pasowałoby mu towarzystwo ładnej blondynki, ale o tym mógł jedynie pomarzyć.
– Czasem – odparł. - Tutaj pada dwadzieścia pięć na osiem.
Odwrócił wzrok od przyszłego ambasadora. Swoją drogą, to dobry pomysł, aby tak ważne, reprezentacyjne stanowisko powierzać komuś tego pokroju? Gilbert wcale nie zamierzał kwestionować decyzji dowództwa, lecz wydawało mu się to bez sensu.
Hm, nawet Prusy wiedział, że zdanie zaczęte od "ej" było nie na miejscu w oficjalnej rozmowie.
– Owszem – szczerze, stracił ochotę do konwersacji. Liczył na coś ciekawszego.
Samochód zajechał pod budynek, w którym mieścił się angielski parlament. Teraz całkowicie marionetkowy, wprowadzał jedynie bzdurne ustawy bez realnego znaczenia.
Gilbert zdał sobie sprawę, że będzie zmuszony wysiąść. Agh, mokry mundur nie był zbyt wygodny. Niechętnie – bo niejako nie miał wyboru – opuścił samochód. I zaczął się zastanawiać, czy powinien otworzyć drzwi przed dyplomatą.
Nie. Nie, to już zbyt wiele.

_________________
Der Schwur erschallt, die Woge rinnt,
Die Fahnen flattern hoch im Wind:
Am Rhein, am Rhein, am deutschen Rhein,
Wir alle wollen Hüter sein.

So führe uns, du bist bewährt;
In Gottvertrau'n greif' zu dem Schwert!
Hoch Wilhelm! Nieder mit der Brut!
Und tilg' die Schmach mit Feindesblut!
avatar
Prusy
Esesmańska Menda

Female Liczba postów : 31
Join date : 28/01/2015
Skąd : A z Mordoru.

Zobacz profil autora http://darth-sky.deviantart.com/

Powrót do góry Go down

Re: [Anglia] Londyn - Pałac Westminster

Pisanie by Anglia on Pią Lut 27, 2015 10:40 pm

Anglia siedział przy biurku w swoim gabinecie, podpisując jakieś papierzyska. Niczego do ustaw nie wnosiły, miał tego świadomość, a jednak wypełniał je, chyba jedynie na pokaz. No tak... Jednym z celów nazistowskiej propagandy było utrzymanie narodów poddanych w przekonaniu, że coś znaczą, podczas gdy sprawa ma się zupełnie odwrotnie. Arthur westchnął. Wolałby w tej chwili zagłębić się w jakiejś ciekawej lekturze, delektując się smakiem swojej ulubionej Earl Grey z odrobiną mleka i syropu waniliowego, tworzących słynny angielski napój zwany "Londyńską Mgłą". Ten moment agonii Kirklanda wybrał sobie jeden z jego zarządców, by ogłosić przybycie niemile oczekiwanych gości (czytaj: Niemców). Cóż, zwykle w takiej sytuacji by się obruszył, że docierają na długo przed ustalonym czasem, ale pokusa zostawienia za sobą papierkowej roboty zwyciężyła. Blondyn wstał pospiesznie, aby tylko znaleźć się jak najdalej od tych wszystkich dokumentów, i popędził w stronę wejścia do pałacu.
Zatrzymał się dopiero kilka kroków przed drzwiami, uspokajając oddech, po czym ruszył ponownie, by je otworzyć i należycie przyjąć obu mężczyzn. Wedle słynnej brytyjskiej gościnności.
- Ach... Są panowie wcześniej... Cóż za niemiła niespodzianka... - mruknął, uśmiechając się krzywo - w każdym razie, witajcie w moich skromnych progach. Proszę się czuć jak u siebie. Choć... - Anglia zawiesił głos, by obrzucić wymownym spojrzeniem najpierw niemieckiego ambasadora (który swoją drogą wyglądał, jakby się z choinki urwał), a potem Gilberta, i na nim to spojrzenie zatrzymać - nie sądzę, by moje zdanie mogło jakkolwiek wpłynąć na tę kwestię. Przecież to dla panów oczywistość. Niemcy mają skłonność do szybkiego zadomawiania się na terytoriach innych państw bez ich wyraźnej zgody, hm? - uniósł jedną brew delikatnie do góry, by moment później roześmiać się, z pozoru serdecznie.
- Proszę za mną - to mówiąc, ruszył wgłąb pałacu, dając znać nazistom, by podążyli jego śladem - przyszykowano na wasze przybycie mały podwieczorek, z uwagi na późną godzinę. O tej porze zwykle piję herbatę. Mam nadzieję, że panom to odpowiada...? Oczywiście wiem, jak długą drogę przebyliście, więc jeśli czujecie zmęczenie, rozumiem, że możecie chcieć najpierw wypocząć. Wiecie już, panowie, w jakim hotelu się zatrzymacie? Jeżeli zamiast tego jesteście głodni, zarządzę niezwłoczne przygotowanie obiadu. Ale na tę godzinę osobiście preferuję coś lekkiego, jeśli mnie spytacie. Więc...? Jaka jest wasza decyzja? - spytał, zatrzymawszy się i odwróciwszy w ich stronę. Starał się utrzymać profesjonalny uśmiech i neutralny ton głosu, choć przychodziło mu to z trudem. Jednakże, jak już wszyscy zdążyliśmy się przekonać, nie ma dla Anglii rzeczy niemożliwych. Nawet w stosunku do Niemca potrafi od czasu do czasu... nie być opryskliwy.
Świetnie. Po prostu... wyśmienicie. W takie dni jak ten, czyli szare, pochmurne i deszczowe, nie miał najmniejszej ochoty zabawiać tego przeklętego narodu w swoich posiadłościach. Pisząc: takie dni jak ten, mam na myśli dni, które występują średnio trzysta dwadzieścia razy w roku. Najlepiej by było, żeby Arthur nigdy nie musiał oglądać ich ohydnych facjat. Ale, cóż... Życie potrafi płatać figle, nawet tak okrutne jak ten... A może i okrutniejsze. Jednak w tej chwili Kirkland nie był w stanie wyobrazić sobie niczego potworniejszego. To byłoby dla niego niepojęte.
avatar
Anglia

Female Liczba postów : 11
Join date : 25/02/2015
Skąd : Z krainy mgłą i herbatą płynącej...

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: [Anglia] Londyn - Pałac Westminster

Pisanie by Führer on Sob Lut 28, 2015 2:30 pm

Ambasador wytoczył się z samochodu i podreptał za Prusakiem. Prawie się przewrócił przy wysiadaniu, ale ostatecznie udało mu się jednak utrzymać równowagę. Niestety z przesadną werwą wszedł w kałużę, wskutek czego dolne części nogawek jego spodni nie uniknęły kontaktu z wodą.
Gdy zobaczył Arthura, uśmiechnął się przyjaźnie. A więc to z nim ma teraz pracować! Anglia wydawał się mu sympatyczny, głównie przez swój uprzejmy ton. Nie wyczuł w nim żadnej ironii. Prawdopodobnie Ingolf nawet nie wiedział, czym jest ta mityczna ironia, o której wszyscy od czasu do czasu wspominają.
Jednocześnie Anglik wydawał mu się nieco... zbyt sztywny. Podążając za nim, nachylił się do Gilberta i szepnął mu cichutko na ucho:
- Czy tylko mi się tak wydaje, czy ten Brwisty ma trochę kij w dupie?
Tak czy inaczej, Ingolf przewidywał, że ich współpraca będzie mimo wszystko owocna. Wystarczy spojrzeć na priorytety tego człowieka! Ledwo weszli do pałacu, a ten już im proponuje posiłek. Jak miło! Wiadomo, że wszakże dużo rzeczy jest ważnych, ale niczego nie da się porządnie zrobić z pustym żołądkiem. A okazały brzuch Niemca wyglądał na trudny do zapełnienia.
- Ja to bym zjadł coś porządnego, bo głodny jestem, ale w sumie jak chcesz! Może być coś lekkiego! - zawołał wesoło do Arthura, uśmiechając się promiennie. Nie dotarło do niego, że nie przeszli na "ty". Ale w sumie co za różnica?
Po chwili przypomniał sobie, że jest z nim jeszcze jedna osoba. Przyjaźnie poklepał Gilberta po ramieniu.
- A jak ty chcesz, Prusiu?
avatar
Führer
Mesjasz Niemieckiego Narodu

Male Liczba postów : 47
Join date : 26/01/2015
Skąd : Z Equestrii.

Zobacz profil autora http://aph-die-neue-ordnung.forumpl.net

Powrót do góry Go down

Re: [Anglia] Londyn - Pałac Westminster

Pisanie by Prusy on Sob Lut 28, 2015 3:30 pm

Zamiast ładnej blondynki dostał blondyna z krzaczastymi brwiami. Szlag by to.
Gilbert westchnął w duchu, monolog, który Anglik wygłosił już na wejście, wydał mu się nader przesadzony. Nawet, jak na Arthura. Już pomijając, że mówił po angielsku. Prusy, co prawda, język znał, ale zawiła wypowiedź sprawiła mu nieco trudności. Szczególnie, że Anglia miał ten swój specyficzny akcent, przez który słowa zlewały się w jedno.
Odwzajemnił krzywy uśmiech.
– Ależ Arthurze, przecież my jesteśmy u siebie – zaznaczył dobitnie. Nie sądził, by musiał zwracać się do niego per "pan", wśród personifikacji forma ta nie cieszyła się wielką sławą.
Podążając za gospodarzem, Gilbert rozglądał się dookoła. Hm, pałac jak pałac. Trochę drogich mebli, obrazów, przepychu sporo. Wydawało się to jednak bardziej ciekawe, niż kolejny wywód Anglika, tak więc Beilschmidt skupił się na otoczeniu, nie jego słowach. Gdy dyplomata wspomniał o kiju, albinos nawet się uśmiechnął. Może uwaga była nie na miejscu, ale wspaniale obrazowała rzeczywistość. Problem w tym, że ambasadorowi naprawdę nie wypadało... Ale Prusy nie zamierzał się tym szczegółem przejmować.
Nie ogarniał, co dzieje się dookoła, toteż gdy towarzysze zatrzymali się i skierowali ku niemu swoje pytające spojrzenia, nie odpowiedział od razu. Nie miał pojęcia, o czym Kirkland mówił przez całą drogę – bo też nie miał najmniejszej ochoty ani zamiaru wsłuchiwać się w angielski. Hej, kto tu kogo podbił?
– Byłbym wdzięczny, gdybyś powtórzył. Tym razem po niemiecku – z szyderczym uśmiechem zwrócił się do Arthura w swoim ojczystym języku. Wątpił, by ten był skory do wykonania jego "prośby" – to w końcu Anglia. Posiadał prawdopodobnie tyle samo dumy, co Prusy.
Udał, że nie usłyszał zdrobnienia. Nie, to się nie zdarzyło. Co za kretyn.

_________________
Der Schwur erschallt, die Woge rinnt,
Die Fahnen flattern hoch im Wind:
Am Rhein, am Rhein, am deutschen Rhein,
Wir alle wollen Hüter sein.

So führe uns, du bist bewährt;
In Gottvertrau'n greif' zu dem Schwert!
Hoch Wilhelm! Nieder mit der Brut!
Und tilg' die Schmach mit Feindesblut!
avatar
Prusy
Esesmańska Menda

Female Liczba postów : 31
Join date : 28/01/2015
Skąd : A z Mordoru.

Zobacz profil autora http://darth-sky.deviantart.com/

Powrót do góry Go down

Re: [Anglia] Londyn - Pałac Westminster

Pisanie by Anglia on Sob Lut 28, 2015 10:28 pm

Na życzliwy uśmiech ambasadora blondyn odpowiedział jedynie odrobinę zdumionym wyrazem twarzy.
Kto by pomyślał... Przyjazny Niemiec! Na czym ten świat stoi?
Zaś na komentarz albinosa miał ochotę zareagować trochę gwałtowniej.
- No tak, przecież Niemcy wszędzie są u siebie - odezwał się z przekąsem, po czym zapytał retorycznie - nie mam racji, Gilbercie? - położył nacisk na imię Prusa, by wyrazić tym swój nieprzychylny stosunek do zwracania się do siebie po imieniu.
Idąc korytarzem i mijając mnóstwo oprawionych złotymi ramami obrazów, Arthur próbował poświęcać uwagę wszystkiemu poza tymi dwoma nieudacznikami szepczącymi za jego plecami. Naprawdę się starał. Bardzo się starał.
Co za niewychowanie!
Zanim zwrócił się do nich ze swoimi pytaniami, usłyszał wypowiedź ambasadora, i to wystarczająco wyraźnie, by sapnąć z oburzenia.
Jeśli ten spasiony kurdupel myśli, że nie było go słychać, to ja jestem królową Anglii. Ja wam dam kij w dupie, hitlerowska hołoto!
Wybaczcie mi, jeśli się mylę, ale niemożliwie trudno jest zachowywać się swobodnie w towarzystwie ludzi, którymi się gardzi szczerze i z całego serca...
...nie, żeby na tym świecie egzystowały osoby, którymi Anglia NIE gardził. Choć, musiał przyznać, do nazistów czuł wyjątkową niechęć.
- Radziłbym traktować mnie z szacunkiem, jeśli liczy pan na jakąkolwiek współpracę z mojej strony - prawie że wycedził w stronę von Kohlera, powstrzymując się ostatkiem sił, by nie eksplodować. Za chwilę jednak na jego twarz powrócił profesjonalny uśmiech. Tak, jakby wcześniej w ogóle nie zastępował go wyraz absolutnego zgorszenia.
Gdy kolejne słowa wypłynęły z ust rudego Niemca (Boże, rudego Niemca - jak niedorzecznie to brzmi), Arthur uniósł brwi tak wysoko, że poboczny widz mógłby zacząć się obawiać, że odpadną one z wysiłku, jaki w to włożył. Czy on się przesłyszał? Proszę, powiedzcie, że się przesłyszał. Jedna jego powieka zaczęła drgać niebezpiecznie. Kirkland NIENAWIDZIŁ spoufalania się. Brzydził się tym bardziej niż czymkolwiek innym. Fakt, że osobą, która się tego dopuściła, był nazista, przelał czarę. To było jeszcze ohydniejsze. Anglia cechował się choleryzmem, a w takiej sytuacji niewiele brakowało mu do stracenia cierpliwości. Oczywiście nadal stał tam ze stoickim (jak na siebie) spokojem, opanowany i zrównoważony, lecz od wykrzyczenia hitlerowcom prosto w ich tępe gęby, co znaczy takt, dzieliła go zaledwie duma i ogłada, której on miał aż w nadmiarze, a której im najwidoczniej brakowało.
- Dobrze więc - uśmiechnął się tylko wymuszenie, po czym znów odwrócił, by podążyć w kierunku głównej jadalni - dla pana, ambasadorze, specjalnie przemycę kawałek naszego najlepszego ciasta, które podaje się zazwyczaj w porze śniadaniowej. A może nawet kilka kawałków - powiedział żartobliwie, nawiązując tym samym do otyłości Ingolfa.
Wypowiedź Beilschmidta puścił właściwie mimo uszu, uśmiechając się tylko w jego stronę z politowaniem. Miał nadzieję, że Prusy nie był aż takim idiotą na jakiego wyglądał i poprosił go o to, nie oczekując pozytywnego odzewu.
Słysząc zdrobnienie, jakim rudy mężczyzna obdarzył Gilberta, ledwo powstrzymał - bardzo niegrzeczne w jego mniemaniu - parsknięcie.
Kiedy dotarł do jadalni, pchnął mocno jej drzwi, a jego oczom ukazał się długi, nakryty już stół. Znalazły się na nim przeróżne smakołyki, słodkie i słone, srebrna, droga zastawa, urocze, porcelanowe filiżanki wraz z małymi talerzykami do kompletu, oraz dzbanki z parującą herbatą.
Ucztę czas zacząć.
avatar
Anglia

Female Liczba postów : 11
Join date : 25/02/2015
Skąd : Z krainy mgłą i herbatą płynącej...

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: [Anglia] Londyn - Pałac Westminster

Pisanie by Führer on Pon Mar 02, 2015 3:25 pm

Cholera, czyli chyba jednak usłyszał tę uwagę o kiju.
To nie tak, że Ingolf chciał go obrazić, on po prostu skomentował rzeczywistość. Jego wina, że Anglia był taki sztywny?
Ale faktycznie mógł poczuć się urażony. Ambasador potarł dłonią szyję i uśmiechnął się przepraszająco. Wolał już nic nie mówić, a nuż znowu coś palnie i Arthur jeszcze bardziej się zdenerwuje?
Ucieszył się z dwóch powodów, kiedy Anglik zaproponował mu ciasto. Po pierwsze - ważniejsze - znaczyło to, że nie jest na niego zły. Ingolf nie cierpiał pozostawać z ludźmi w nieprzyjaznych stosunkach, zwłaszcza wtedy, gdy miał z kimś pracować. Nawet on zdawał sobie sprawę, że pierwsze spotkanie odgrywa niezwykłą rolę w dalszych relacjach, więc nie chciał wywrzeć niekorzystnego pierwszego wrażenia na Anglii.
Nie dotarło do niego, że już to zrobił.
Drugim powodem, znacznie bardziej prozaicznym, był prosty fakt, że zrobił się niezwykle głodny podczas tej podróży. A Arthur to naprawdę miły człowiek, żeby tak rozdawać wszystkim pyszne ciasto!
- Dziękuję, będę bardzo wdzięczny nawet za jeden kawałek, a co dopiero za kilka! - odparł wesoło. Chyba polubi Anglię - zarówno kraj, jak i personifikację.
Spojrzał na Gilberta, zdziwiony. On nie zna angielskiego? Nie spodziewał się tego, ale na dobrą sprawę nie szkodzi - przynajmniej von Kohler będzie mógł się przydać.
- Ja przetłumaczę! - zawołał szybko i jak powiedział, tak zrobił. Tłumaczenie to jedna z niewielu rzeczy, którą naprawdę lubił i w której był dobry, więc nie narzekał. Gdy skończył, spojrzał najpierw na Prusaka, a potem na Anglię. - Mam tłumaczyć cały czas?
Szybko jednak jego uwagę odwróciła jego jedyna, prawdziwa miłość, która ukazała się, gdy Arthur popchnął drzwi. Jedzenie. Ach mein Gott, ile jedzenia! Ile szczęścia dla ambasadora! Podszedł do stołu, zachwycając się wszystkim, co się na nim znajdowało. Jego oczy błyszczały, kiedy patrzył na takie ilości pyszności.
- Macie coś przeciwko, czy możemy już zacząć jeść? Głodny jestem - stwierdził i jakby na potwierdzenie tej wypowiedzi, zaburczało mu w brzuchu.
avatar
Führer
Mesjasz Niemieckiego Narodu

Male Liczba postów : 47
Join date : 26/01/2015
Skąd : Z Equestrii.

Zobacz profil autora http://aph-die-neue-ordnung.forumpl.net

Powrót do góry Go down

Re: [Anglia] Londyn - Pałac Westminster

Pisanie by Prusy on Pon Mar 02, 2015 4:49 pm

Jak raz zgodził się z Anglią, więc potwierdził lekkim skinieniem głowy. Co z tego, że wypowiedź wręcz zionęła jadem, skoro jednocześnie była prawdziwa? Gdzie Gilberta by nie wysłali, tam czuł się jak prawdziwy pan – nieważne, czy w Stanach, Kanadzie, Australii, Japonii czy we Włoszech – ostatnie słowo zawsze należało do Rzeszy oraz jej przedstawicieli. Tym bardziej tu, w europejskim podbitym kraju. Prusy miał zamiar wybitnie podkreślać ten drobny fakt przy każdej sprzyjającej okoliczności.
Nie płacą mu za bycie miłym.
Na uwagę Arthura uniósł nieco brwi. Ha, dobre sobie! Oni mają liczyć na współpracę, tak? Albinos zaśmiał się cicho, jak widać angielska groteska nadal uparcie trzymała się płaszcza Kirklanda, nawet po tylu latach okupacji.
– Obawiam się, że niezależnie od naszej postawy, będziesz do tej współpracy zmuszony. Zastanów się, czy dobrowolna nie jest lepszą opcją – wytłumaczył uprzejmie. Sam się zadziwiał swoją dobrocią – ostrzegł kogoś przed nieprzyjemnymi konsekwencjami!
Beilschmidt rozważył, jak wiele czasu zajmie mu wyprowadzenie z równowagi tego choleryka. To mogłoby być całkiem zabawne, ostatecznie – co Anglik mógł mu zrobić? Rzucić filiżanką w jego stronę? Śmieszne. Znaczy, szkło w oczach i wrzątek na twarzy zdecydowanie nie był zadowalającą perspektywą, ale Prusom ten nieistotny szczegół umknął.
Propozycja ambasadora przypadła mu do gustu. Gilbert nie zamierzał używać angielskiego, zapewne tak samo, jak Arthur niemieckiego. Komedia? Może. Przecież obaj doskonale znali każdy z tych języków – a jednak duma kazała używać ojczystego. Całkiem ciekawe zjawisko, w zasadzie – te dwie personifikacje miały trochę wspólnych cech. Hm.
– Tak, niech pan tłumaczy – zaaprobował. Posłał blondynowi krótkie spojrzenie. Krył się tam zarówno cień pogardy, przekonania o własnej wyższości, jak i nuta rozbawienia zaistniałą sytuacją.
Z lekkim zażenowaniem przyjrzał się zachowaniu dyplomaty po tym, jak Kirkland otworzył drzwi. Przy okazji zaczął się zastanawiać po co tyle zachodu dla przyjęcia dwóch osób. Jasne, miło z ich strony, ale pragmatyczny umysł Niemca nie widział w tym sensu. Polacy, Francuzi, Brytyjczycy – czy oni wszyscy naprawdę aż tak uwielbiają przerost formy nad treścią?
To jak obiady czwartkowe Stanisława Augusta. Państwo leży, ale szlachta się bawi. Sytuacja Anglii była może zupełnie inna, acz przypomniała Prusom XVIII wiek. Gott, jak on nienawidził tych przeklętych bankietów, niewygodnych, galowych mundurów, udawanej uprzejmości i kultury na pokaz.
Nie odezwał się. Nie był głodny, tym bardziej, jeśli w grę wchodziło jedzenie z Wysp.

_________________
Der Schwur erschallt, die Woge rinnt,
Die Fahnen flattern hoch im Wind:
Am Rhein, am Rhein, am deutschen Rhein,
Wir alle wollen Hüter sein.

So führe uns, du bist bewährt;
In Gottvertrau'n greif' zu dem Schwert!
Hoch Wilhelm! Nieder mit der Brut!
Und tilg' die Schmach mit Feindesblut!
avatar
Prusy
Esesmańska Menda

Female Liczba postów : 31
Join date : 28/01/2015
Skąd : A z Mordoru.

Zobacz profil autora http://darth-sky.deviantart.com/

Powrót do góry Go down

Re: [Anglia] Londyn - Pałac Westminster

Pisanie by Anglia on Wto Mar 03, 2015 10:59 pm

Anglia był ponad to, goddammit! Ponad to wszystko! Ponad nich!
Choć żelaznymi nerwami to on nie grzeszył, w związku z czym poczuł niemożebną potrzebę zaciśnięcia szczęk tak mocno, że był pewien, iż usłyszał trzask kości.
Zaraz jednak rozluźnił się i uśmiechnął do Beilschmidta prowokująco.
- To nadal jest mój kraj, i to, czy będę się angażować, zależy wyłącznie od tego, jak mnie potraktujecie. Im gorzej będziecie się do mnie odnosić, tym ja będę mniej skory do współpracy. Nie próbuj ze mną takich numerów. Dobrze wiem, jak uprzykrzyć komuś życie. Uwierz, naprawdę nie muszę się z tym wszystkim użerać. Z wami także - odpowiedział, ciskając gromy z oczu. Widniała w nich irytacja i wyzwanie do słownej potyczki.
Potem spojrzał na ambasadora, unosząc brew w wyrazie jawnej kpiny. Zastanawiało go jedno: jak, for God's sake, on przeżył na tym świecie?! W dodatku znalazł się na tak wysokiej pozycji! Blondyn nie widział innego wytłumaczenia, niż koneksje. Nie dość, że Ingolf nie pasował pod żadnym względem do arthurowego wyobrażenia aryjskiego ideału, to jeszcze jego głupota aż biła po oczach. Anglia na tę myśl westchnął w duchu. To będzie ciężka, żmudna współpraca.
Z oceanu tych wszystkich rzeczy których nienawidził, nie cierpiał również głupoty, a szczególnie wtedy, kiedy musiał mieć z nią bezpośrednio do czynienia. Może nie raziłaby ona tak bardzo, gdyby nie świadomość, jak ważne stanowisko mężczyzna zajmował w państwie.
Ale wydał cichy pomruk aprobaty, kiedy Niemiec przedstawił pomysł tłumaczenia. Owszem, brzmiało to absurdalnie, jednak ich relacja zawsze była zawiła. Arthur nie miał zamiaru tego zmieniać. Nie planował zbytnio udawać, że darzą się jakimiś innymi uczuciami niż tylko pogarda i niechęć.
Sytuacja wydawała się jeszcze bardziej bzdurna z uwagi na to, jak wiele podobieństw było pomiędzy Prusami a Anglią. Choć może właśnie dlatego tak się nie znosili. Obaj mieli dominujące osobowości. Obaj chcieli pokazać swoją przewagę, udowadniając sobie nawzajem własne słabości.
- Ależ oczywiście, to świetny pomysł. Tłumaczenie bardzo przyda się pańskiemu towarzyszowi. Widać, że nieszczęśnik nie nadąża - zacmokał, niby troskliwie, patrząc wprost na Gilberta lekko zmrużonymi oczami i wyginając usta w prześmiewczym grymasie.
Znów spojrzał na von Kohlera. Zobaczył błyski w oczach dyplomaty, kiedy weszli do pomieszczenia.
Obrzydliwe. Doprawdy, odpychające.
Na ten odrażający widok aż się wzdrygnął. W dodatku, gdy brzuch Ingolfa wydał donośny odgłos burczenia, Anglia poczuł żółć podchodzącą do gardła. Skrzywił się tylko, wysoce zdegustowany. Łakomstwo także znajdowało się na liście jego znienawidzonych rzeczy (ja naprawdę nie wiem, co się właściwie na niej NIE znajdowało).
Ale - będąc sobą, czyli dobrze wychowanym, cywilizowanym członkiem brytyjskiego społeczeństwa - nie mógł odpowiedzieć "nie" na pytanie ambasadora. Uśmiechnął się jedynie wspaniałomyślnie, i skinął głową w przyzwoleniu.
- Oczywiście, proszę siadać i się częstować. Podwieczorek został przygotowany specjalnie na pańskie przybycie - to mówiąc, sam udał się do stołu, by poczekać na gości i zasiąść przy nim jako ostatni. W końcu był gospodarzem. A nazistom zdecydowanie przyda się lekcja savoir-vivre'u.
avatar
Anglia

Female Liczba postów : 11
Join date : 25/02/2015
Skąd : Z krainy mgłą i herbatą płynącej...

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: [Anglia] Londyn - Pałac Westminster

Pisanie by Führer on Wto Mar 17, 2015 5:43 pm

Ach Mein Gott, tyle jedzenia za darmo!
Znalazł się w niebie. Ciasta, ciasteczka, smakołyki, herbatka, wszystko podane na tacy i czekające tylko na Ingolfa! I nie musiał za to zapłacić ani grosza! Lubił przychodzić na różnorakie przyjęcia, aby napełnić żołądek, o czym dobitnie świadczyła jego nieprzeciętna tusza.
Jednak z chwilą, gdy wziął do ust pierwszy kawałek pysznie wyglądającego sernika, mocno się rozczarował. Nie był aż tak niewychowany, aby wypluć to... coś, ten skawalony kamień, ale przełknięcie go stanowiło prawdziwą torturę. Postanowił jednak zrobić dobrą minę do złej gry i uśmiechnął się do Anglii.
- Pyszne - skomentował, spoglądając na sernik.
Nawet pies by tego nie ruszył z własnej woli.
Von Kohler nie potrafił ugotować nic poza makaronem, ale nagle jego spaghetti polane sosem z puszki wydawało mu się niezwykłym rarytasem. Jeśli angielskie dania smakują tak samo źle jak desery... Niech wszyscy święci mają go w opiece, może się nie otruje. Ale na pewno sporo schudnie. Hm, będzie musiał się przejść i poszukać jakiegoś sklepu, który importuje tu żywność z Rzeszy. Albo z Włoch. Albo z Francji. Bez różnicy, byleby nadawało się to do zjedzenia.
Zjadł jeszcze jeden kawałek sernika i spojrzał na Gilberta. Ciekawiło go, czy Prusy chociaż spróbuje niewątpliwie osobliwych angielskich deserów. Przeniósł wzrok na Arthura.
- A więc - zaczął - od czego zaczniemy rozmowę?
Nigdy nie był ambasadorem, skąd miał wiedzieć, co się robi w takich sytuacjach?
avatar
Führer
Mesjasz Niemieckiego Narodu

Male Liczba postów : 47
Join date : 26/01/2015
Skąd : Z Equestrii.

Zobacz profil autora http://aph-die-neue-ordnung.forumpl.net

Powrót do góry Go down

Re: [Anglia] Londyn - Pałac Westminster

Pisanie by Prusy on Sro Mar 25, 2015 6:26 pm

Haha.
Każdy to mówi. Każdy twierdzi, że nadal ma własny kraj, swoje zdanie i sam ustanawia prawa. Poprzez rządy złożone z nazistów. Poprzez dokumenty podpisywane w Berlinie. Poprzez niemieckich urzędników na najwyższych stanowiskach państwowych. Gilberta to wolnościowe podejście niezwykle śmieszyło. Ślepi, że nie widzą rzeczywistości? Prawda boli, ale trzeba się z nią pogodzić, jak niewygodna by nie była!
– Ach, tak? A jaki masz wybór? Wypowiesz nam wojnę? – wyszczerzył zęby w kpiącym uśmiechu. – Z Londynu zostanie wtedy równie dużo, co z Moskwy.
Każdy wiedział, co stało się ze stolicą Rosji.
Rzesza miała pod dostatkiem broni jądrowej. Nie musiałaby nawet przejmować się jakąkolwiek (kolejną) inwazją czy tłumieniem zrywów przy pomocy żołnierzy. Wystarczyła jedna bomba. Czasem dwie. Ewentualnie siedem, i po sprawie!
– Doskonale rozumiem każde słowo, ale nie mam obowiązku używać twojego parszywego języka. Jesteśmy w Rzeszy, tak tylko przypominam, jakbyś nie zauważył. Język urzędowy stanowi tutaj niemiecki.
Prusy z pewną dozą ciekawości przyjrzał się, jak ambasador próbuje sernika. Wyglądał nie najgorzej, ale albinos doskonale wiedział, że to tylko pozory. W smaku zapewne przypominał karton.
Wróć, karton byłby smaczniejszy.
Sam nie wykazywał najmniejszego zainteresowania podaną kolacją. Tutaj nawet herbata nie nadawała się do spożycia, a co dopiero te wszystkie – jakże wyjątkowe – dania czy desery. Nawet Słowianie mają lepsze jedzenie, pomyślał, krzywiąc się nieznacznie.
Gilbertowi wcale nie zrobiło się żal Ingolfa, ani trochę nie współczuł mu miesięcy pracy w Anglii. Ktoś musiał tutaj siedzieć, a ten kretyn w Niemczech jedynie wadził.
– Pan wybaczy, Herr von Kohler, ale chciałbym zamienić z Arthurem kilka słów na osobności – zerknął wymownie w stronę Anglika. Wstał, odwracając się do drzwi. Nie zamierzał czekać, aż gospodarz ruszy jego śladem.

_________________
Der Schwur erschallt, die Woge rinnt,
Die Fahnen flattern hoch im Wind:
Am Rhein, am Rhein, am deutschen Rhein,
Wir alle wollen Hüter sein.

So führe uns, du bist bewährt;
In Gottvertrau'n greif' zu dem Schwert!
Hoch Wilhelm! Nieder mit der Brut!
Und tilg' die Schmach mit Feindesblut!
avatar
Prusy
Esesmańska Menda

Female Liczba postów : 31
Join date : 28/01/2015
Skąd : A z Mordoru.

Zobacz profil autora http://darth-sky.deviantart.com/

Powrót do góry Go down

Re: [Anglia] Londyn - Pałac Westminster

Pisanie by Anglia on Pon Cze 08, 2015 11:20 pm

Anglia nie rozumiał, w jak niekorzystnej sytuacji się znajduje. Może nie chciał, a może nie umiał. Może był to zwykły syndrom wyparcia? Jednego był pewien - nie miał zamiaru nikomu się podporządkować. I nie obchodziło go, kto nad nim stoi. Nigdy nie uzna niczyjego zwierzchnictwa.
- Oczywiście, że nie wypowiem wam wojny. Sam chyba powinieneś wiedzieć to najlepiej - powiedział, sącząc gorącą herbatę z filiżanki i spoglądając na Gilberta bez cienia zainteresowania. - Nie czuję się za to w obowiązku z wami współpracować. Mogę zostawić was z tym bałaganem, jakiego u mnie narobiliście. Nie dacie rady sami posprzątać. Tak dobrze prosperujecie tylko dlatego, że kraje, które okupujecie znają swoje państwa i mogą zapewnić im dobrobyt. Przecież nie utrzymujemy się z pieniędzy Rzeszy, a z własnych dochodów. No i na Twoim miejscu szkoda by mi było niszczyć tak ładne miasto. Wielka Brytania nie jest słaba. Jest wam potrzebna, więc wybacz, że nie biorę twoich gróźb na poważnie.
Zburzyć Londyn? Proszę. To by była głupota - Arthur miał dość infantylnych usiłowań wymuszenia na nim posłuszeństwa. Zaczynało go to nudzić. Uniósł tylko brew w sceptycznym wyrazie i spojrzał na niego, niewzruszony. Jedynie odrobinę zniesmaczony (i nie okazało się to nowością). - Nie powinno być dla ciebie zaskoczeniem, że nie przepadam za Polską. Ale do niego mam cień szacunku. Ciebie nie darzę nim za grosz. Gdyby nie Ludwig, szybko zniknąłbyś z mapy. Do tej pory powinno było dotrzeć do ciebie, że zawdzięczasz tylko swojemu bratu to, że bezkarnie się tu panoszysz, grożąc mi. Bez niego naprawdę mało znaczysz, Gilbert.
Mając już dosyć konfrontowania nieudolności Prus, swoją uwagę postanowił skupić na moment na Ingolfie. Słysząc komentarz zachwalający swój deser, wyprostował się lekko - acz niezwykle dumnie - w swoim krześle i kiwnął głową w podziękowaniu, uśmiechając się sympatycznie. Przynajmniej ambasador docenia angielskią kuchnię.
Wreszcie ktoś o dobrym guście.
Arthur, prawdę mówiąc, żadnej innej reakcji ze strony Niemca nie brał pod uwagę. Przecież był świadom, że jego dania są jedyne w swoim rodzaju i tylko prawdziwy koneser poznałby się na takiej wykwintności.
Jednakże Anglia nie zauważył też, że Ingolf tylko z (namiastki) grzeczności skomplementował osobliwy smak jego ciasta.
Powiem Sebastianowi, żeby kazał kucharkom codziennie przygotowywać dla spaślaka coś specjalnego. Na pewno zachwycą go londyńskie przysmaki. I...
Och? A po cóż by Gilbert chciał zamienić z nim słowo? Gdy Prusak nagle wstał, nie raczywszy nawet spróbować choćby jednego przysmaku - choć wypada - a następnie odwrócił się z zamiarem wyjścia, Anglia tylko spojrzał za nim rozbawiopny i zirytowany zarazem, powracając do rozkoszowania się smakiem swojej ulubionej Earl Grey. Nie przystoi zostawiać pełnej filiżanki i talerzyka z nieskończonym (chociażby w połowie) kawałkiem sernika. Poza tym, nigdzie mu się nie spieszyło.
Kiedy skończył, skinął głową w stronę von Kohlera i wstał powoli, po czym - z jeszcze większym ociąganiem - podążył w kierunku Beilschmidta, zastanawiając się, czy w ogóle dane mu będzie jeszcze dokończyć dzisiejszy podwieczorek.
avatar
Anglia

Female Liczba postów : 11
Join date : 25/02/2015
Skąd : Z krainy mgłą i herbatą płynącej...

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: [Anglia] Londyn - Pałac Westminster

Pisanie by Prusy on Nie Sie 30, 2015 5:43 pm

Hej, chwila! Nie tak szybko, panie Kirkland!
Otwórzmy podręcznik do historii na rozdziałach dotyczących XIX wieku. Albo też zajrzyjmy do internetowej encyklopedii. Następnie rzućmy książką lub ekranem komputera w szanownego pana Tkwiępodniemieckąokupacjąiniepotrafięsięztympogodzić. Takich bzdur, jak w dniu dzisiejszym, Beilschmidt nie usłyszał od wielu, wielu lat. Przecież każdy wie, że to bez Prus nie byłoby Niemiec, nie na odwrót! To, gdzie dzisiaj stoją, jest zasługą pruskiego polityka, pruskiej armii i pruskiej personifikacji, tak!
Gilbert nie miał jednak zamiaru wyjaśniać temu przeklętemu, butnemu Brytolowi zawiłych meandrów historii Niemiec. Gilbert jak mało kto znał swoją wartość, więc słowa Arthura nie uderzyły w niego zbyt mocno.
Co nie znaczy, że po prostu je zignoruje i tak bezczelną uwagę puści mimo uszu. Urażona duma boli. Skoro opuścili miejsce, w którym ludzkie oczy mogłyby zobaczyć zbyt wiele...
Złapał za szyję Anglika, by następnie trzasnąć tyłem jego głowy o ścianę. A potem albinos zacisnął palce. Nie włożył w to zbyt wiele siły, bo wiedział, że nie może udusić tego skurwysyna, chociaż przez moment naprawdę miał na to ochotę.
– Posłuchaj mnie uważnie, Arthurze – podjął drwiącym tonem, z przyjaznym uśmiechem na ustach. Nad wyraz przyjaznym. – Ani trochę nie obchodzi mnie twoje zdanie na mój temat, jeśli mam być szczery. Lepiej dla ciebie, jeśli głupie uwagi zachowasz jedynie dla własnej świadomości. Chciałbym jedynie naprostować drobny fakt... Wiesz, może to mój brat wygrał wojnę, ale stoję po zwycięskiej stronie. Ty nie. A jeżeli ja mało znaczę bez Ludwiga, co jest wyjątkowo bezsensownym kłamstwem, to ty jesteś nikim bez Alfreda, jak widać. Nie pomógł ci, jak podczas wielkiej wojny, i co? I teraz jesteś jedynie okupowanym krajem, zupełnie jak Polska.
Jasne, Prusy zdawał sobie sprawę, że więcej znaczył przed powstaniem II Rzeszy. Wtedy był samodzielnym państwem, potem stanowił część Niemiec. Niespecjalnie mu to przeszkadzało, bo przecież sam do tego dążył. Tak po prawdzie, to on był fundamentem tego kraju oraz narodu! Liczył się zapewne bardziej niż większość landów.
A przynajmniej on tak sądził. I jednak stał zawsze najbliżej Ludwiga.
Gilbert puścił personifikację byłego Imperium Brytyjskiego, aktualnie będącego jedynie prowincją Wielkich Niemiec. Uczynił to nie dlatego, że wspaniałomyślnie wybaczył temu dupkowi, ale z powodu własnych doświadczeń. Gdyby ktoś ich teraz zobaczył, a Ludwig jakimś sposobem by się dowiedział... Cóż, Prusaka czekałby kolejny godzinny wykład na temat zachowania podczas podróży dyplomatycznej na Zachodzie Europy.
Verdammt, mówiłem mu, że to zły pomysł.

_________________
Der Schwur erschallt, die Woge rinnt,
Die Fahnen flattern hoch im Wind:
Am Rhein, am Rhein, am deutschen Rhein,
Wir alle wollen Hüter sein.

So führe uns, du bist bewährt;
In Gottvertrau'n greif' zu dem Schwert!
Hoch Wilhelm! Nieder mit der Brut!
Und tilg' die Schmach mit Feindesblut!
avatar
Prusy
Esesmańska Menda

Female Liczba postów : 31
Join date : 28/01/2015
Skąd : A z Mordoru.

Zobacz profil autora http://darth-sky.deviantart.com/

Powrót do góry Go down

Re: [Anglia] Londyn - Pałac Westminster

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach